Nazwa użytkownika Hasło | Rejestracja | Zapomniane hasło

czekamy na Was pod murami getta

Historia Żydów w Polsce to część naszej narodowej tożsamości. Dotyczy to również Kutna, które bez zamieszkujących tu przez pół tysiąca lat Żydów, nie byłoby tym samym miastem, którym jest dziś…

Zwracamy się do Was, Mieszkańcy Kutna!

Przyjdźcie pod getto, by przez chwilę posłuchać o tych, którzy współtworzyli Kutna, byli naszymi sąsiadami przez pięćset lat.

To ważne, by  pamiętać o mieszkańcach naszego miasta, którzy  zostali zamordowani.

Warto jest posłuchać historii  ostatnich lat życia prawie 8000 kutnowskich Żydów.

Images: PLAKAT DZIEN PAMIECI O KUTNOWSKICH ZYDACH 2019 1.jpg

· redakcja dnia kwiecień 24 2019 20:36:09 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 0 czytań · Drukuj

Jan Nowak Jeziorański z tajną misją w Kutnie

W związku z ogólnospołeczną dyskusją w Kutnie na temat Jana Nowaka Jeziorańskiego poniżej prezentujemy fragment artykułu Urszuli Weber-Król (Stowarzyszenie „Blisko dziecka” Żychlin) i Henryka Lesiaka (TPZK Kutno) pt. „Jan Nowak Jeziorański z tajną misją w Kutnie”. Artykuł ukazał się w 2016 roku w XX tomie Kutnowskich Zeszytów Regionalnych.

Zachęcamy do sięgnięcia po rocznik i przeczytania całego artykułu…

W życiorysie i losach Jana Nowaka, opisanych w książce „Kurier z Warszawy”, znajdujemy wspomnienia łączące się z miastem Kutno, który był najsłynniejszym kurierem Akcji „N”. Akcja ta polegała na fabrykowaniu przez polskie podziemie, fałszywych niemieckich pism i ulotek. Celem było obniżanie morale żołnierzy niemieckich. Druki miały za zadanie siać wśród hitlerowskich szeregów zwątpienie, bunt, niewiarę w potęgę Niemiec. Rzesza i front wschodni stanowiły dla „Akcji N” najważniejsze cele: działanie psychologiczne na armię i ludność niemiecką. Zaznaczyć trzeba, że człowiekiem, który pierwszy wpadł na pomysł uruchomienia propagandy antyniemieckiej był generał Stefan Rowecki.

Z tą akcją wiąże się tajna misja Jana Jeziorańskiego w Kutnie. W początkach czerwca 1942 roku podjął się zadania zorganizowania regularnego przerzutu bibuły „N” na ziemie przyłączone do Rzeszy i zbudowania tam sieci kolportażu. Pod fałszywą tożsamością przyjaciela z czasów dzieciństwa Jana Kwiatkowskiego, po raz pierwszy jako kurier udał się do Kutna. Przebrany w mundur kolejarza Ostbahnu, zaopatrzony w legitymację pracownika warsztatów kolejowych na Bródnie wyruszył z Warszawy.

„…Żbik” wsadził mnie do pociągu jadącego do Kutna, pierwszej stacji po drugiej stronie granicy Generalnej Guberni. Miałem tam zatrzymać się na noc u córki miejscowego kolejarza, Reginy Celmer i wyruszyć do Poznania następnego dnia. Kutno, jako stacja graniczna, miała dla nas na przyszłość szczególne znaczenie. Chodziło o założenie u Celmerówny punktu zaczepienia i meliny…”.

Pociąg był przepełniony szmuglerami żywności. Panował niesamowity ścisk i zaduch, mimo otwartych okien. W Jackowicach wszyscy pasażerowie z walizami i plecakami wysiedli. Jan pozostał jedynym pasażerem pociągu.

„…Za kilkanaście minut sam jeden stanę po raz pierwszy w obliczu niemieckich Grenzschutzów z fałszywymi dokumentami w ręku i torbą, na której dnie schowany był najbardziej kompromitujący materiał – bibuła „enowa”. (…) Zapadał już zmierzch. Jechałem w pierwszym wagonie za lokomotywą i nagle wydało mi się, że spod kół wyskakują i staczają się z nasypu jakieś duże, nieforemne bryły. (…). To maszynista albo jego pomocnik zrzucali z węglarki bryły węgla, a ktoś je tam później zbierał. Cóż, każdy musi żyć, strawę przyrządzić i chałupę w zimie ogrzać, a Niemcy dają polskiej ludności bardzo mały przydział opału…”.

Pierwsze chwile w Kutnie były mocno denerwujące.

„…Było już ciemno, gdy pociąg zatrzymał się na stacji. Wysiadłem sam jeden. Na drugim końcu peronu był drewniany barak i wyjście oświetlone mocnym reflektorem. Stał przy nim rozkraczony gestapowiec, obok niego podoficer Grenzschutzu. Rozkazującym ruchem ręki przywołał mnie do siebie. Moje kroki rozlegały się głośno na pustym peronie. Wtórowały im mocne uderzenia serca.(…) Gestapowiec obejrzał w milczeniu legitymację, później przepustkę i Urlaubschein. Jednym rzutem oka porównał mnie z fotografią, bez słowa oddał dokumenty i tym samym rozkazującym ruchem kazał iść dalej…”.

Fałszywy Jan Kwiatkowski skierował się do domu rodziny Celmerów. Mieszkali bardzo blisko dworca kolejowego, przy ulicy Kochanowskiego 12.

Relacja Jana z pobytu u Celmerów uświadamia zagrożenia jakie niosła konspiracja w Rzeszy: „…Stary był na służbie. Po wymianie haseł z dziewczyną od razu poczuliśmy się tak, jakbyśmy znali się od lat. Już po pierwszych słowach zrozumiałem, że po przekroczeniu granicy Reichu znalazłem się na innej planecie. Tam w Warszawie i w Generalnej Guberni gubiliśmy się w tłumie, żyliśmy we własnym świecie, do którego okupant nie miał dostępu. Tu każdy stykał się z nim na co dzień i żył w stanie bezpośredniego zagrożenia. Już w tym domku kolejarza wyczuwało się atmosferę terroru. Celmerównie usta się nie zamykały. Opowiadała o wysiedleniach, aresztowaniach i egzekucjach. W małym mieście, gdzie wszyscy znali się od dziecka, dotykały one ludzi daleko bardziej bezpośrednio niż nas tam, w Warszawie. Ot, na przykład, kilka dni temu przyłapano dwóch młodych kolejarzy na kradzieży żywności z pociągu towarowego. Wymawiała ich imiona zdrobniale, pewno chodziła z nimi do szkoły albo na zarobek.

Cóż, że kradli – mówiła – każdy musi żyć. A tu zaraz szkopy wywiesili plakaty, że w środę będą ich wieszać. Wyleciałam na ulicę. Widziałam, jak ich wieźli, ręce mieli związane do tyłu. Tak się patrzyli, jakby już nie widzieli, co się dookoła dzieje. Pobiegłam na plac, już było po nich, już wisieli.

Na wysłuchiwaniu tych ponurych opowiadań zeszło pół nocy. Rano zostawiłem Reginie drobiazgowe instrukcje na przyszłość, umówiłem hasła i ruszyłem do Poznania…”.

W żadnym z historycznych lokalnych źródeł tego spotkania nie zanotowano. Nie ma ich nazwiska we wspomnieniach wojennych kutnowskich kolejarzy.

Losy Celmerów i garść informacji o Reginie Celmer poznajemy dzięki wzmiance w „Powiatowym Życiu Kutna". Rodzice Reginy, Stanisław Celmer i jego żona Michalina z Zarów, przybyli do Kutna z Łodzi - w 1918 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość. W tym czasie węzeł kolejowy w Kutnie był intensywnie rozbudowywany i chętnie zatrudniano ludzi z doświadczeniem w pracy na kolei. Stanisław  Celmer (1887-1969) został kutnowskim kolejarzem, pracował w nastawni. Dwadzieścia lat później, w okresie okupacji niemieckiej, wykazał się niezwykłym bohaterstwem. Z narażeniem życia niósł pomoc polskiemu podziemiu w przekraczaniu granicy między Generalną Gubernią a Rzeszą. W działania konspiracyjne zaangażowała się również jego córka.

Gdy Regina Celmer poznała Jana Jeziorańskiego była młodą, dwudziestoletnią dziewczyną, która działała w konspiracji. Zamieszkanie blisko dworca sprzyjało tajnym kontaktom. Ponoć wszelkie tajemne dokumenty trzymano w specjalnym schowku kaflowym, okrytym blachą, niedaleko przy kominie. Dziś wiemy o tym dzięki panu Andrzejowi Olewnikowi, który podzielił się fragmentem relacji pana Jerzego Szurzeca z września 1991 roku:

„... Niedaleko dworca mieszkał Celmer, kolejarz. W wojnę pomagał komu mógł, chociaż sami nie mieli lekko. Byłem raz po wojnie w jego starym mieszkaniu.(...) O, grali Niemcom na nosie!  W tym domu mieli starą skrytkę w ścianie przy piecu. Taka nieduża. (...) Niby tajna a wszyscy tam o niej wiedzieli. Otwierało się ją przesuwając zapadkę pomiędzy kaflami w podstawie pieca. Nikt by nie znalazł...”.

Już po wojnie, przeprowadziła się na ulicę Zamenhofa 2. Kilka lat przed śmiercią kutnowskiej konspiratorki, tuż po wydaniu w Polsce książki „Kurier z Warszawy”, jednemu z dziennikarzy „Powiatowego Życia Kutna” udało się z nią skontaktować.

„…Niestety, w potoku podobnych epizodów, ten zatarł się jej w pamięci. Zresztą jak dodała, nikt wtedy się nie przedstawiał swoim imieniem i nazwiskiem…”.

Regina Kuleczka z domu Celmer zmarła w 1997 roku w Kutnie. Pochowana jest w grobie rodzinnym Celmerów wraz z rodzicami i mężem Janem.

Bożena Gajewska

· redakcja dnia kwiecień 24 2019 20:24:48 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 0 czytań · Drukuj

wspomnienia z przedwojennego Kutna

 


Zdzisław Macher w artykule Moja droga do szkoły, czyli wspomnienia i obrazki z Kutna sprzed osiemdziesięciu lat” zamieszczonym w “Kutnowskich Zeszytach Regionalnych” (t. XV, TPZK, Kutno 2011, s. 207-222) tak opisuje przedwojenne Kutno (przytaczamy fragment):


Idąc do szkoły szedłem zazwyczaj ulicą Królewską. Ulica ta, wraz z równoległymi: Senatorską (dziś Barlickiego), Zamenhofa i Podrzeczną, była zamieszkana głównie przez ludność żydowską. Chodniki zapełniały egzotyczne postacie. Przeważali mężczyźni brodaci, z pejsami, w długich czarnych płaszczach i okrągłych czapkach z małym daszkiem. Na progach domów wysiadywały stare Żydówki, które miały na głowach peruki. Prawie wszystkie sklepy na ulicy Królewskiej były żydowskie.


Wyróżniała się drogeria pana Lewina, pachnąca z daleka dobrym mydłem  i perfumami. Pan Lewin, nieortodoksyjny i postępowy Żyd, został przez hitlerowców zastrzelony w roku 1941, a jego dwudziestoletnia córka, nadzwyczaj piękna dziewczyna, zginęła w getcie.


Na rogu Królewskiej i małej uliczki, która nie miała nazwy (dziś ulica Pereca), miał aptekę „Pod orłem” magister Starnawski.


Jedyny sklep, jak się wówczas mówiło „chrześcijański” pana Kamińskiego, znajdował się w połowie ulicy Królewskiej. Kupowało się w nim doskonałe wędliny, najczęściej tak zwane „rozmaitości”, czyli po kilka plasterków różnorakich kiełbas.


Kilka domów dalej, nad okazałymi drzwiami widniał szyld „Kupiec zbożowy Falc”. Syn pana Falca, bardzo postępowego Żyda, był moim, o rok starszym kolegą szkolnym. Samuel, zwany przez nas Samkiem, już jako uczeń gimnazjum latał szybowcem, a na początku wojny przedostał się do Wielkiej Brytanii i został pilotem jednego z polskich dywizjonów bombowych. Wiele razy brał udział w nalotach na III Rzeszę, a w roku 1944, w czasie Powstania Warszawskiego, dwukrotnie, jako drugi pilot Lancastera, był nad Warszawą ze zrzutami broni i amunicji. W czasie drugiego nalotu, jeden z silników samolotu został uszkodzony przez artylerie przeciwlotniczą. W drodze powrotnej z trudem przelecieli nad Karpatami. Nad Balatonem atak myśliwca spowodował uszkodzenie drugiego silnika. Załoga bombowca musiała nad Chorwacją opuścić samolot skacząc na spadochronach.


W Wielkiej Brytanii koledzy lotnicy doradzili Samkowi, aby zmienił imię Samuel na Stefan, dzięki temu ocalał. Wydany przez chorwackich „ustaszów” trafił do niewoli niemieckiej jako polski pilot służący w RAF, gdzie szczęśliwie doczekał końca wojny.


Po wojnie Samek zamieszkał w Izraelu. Zmienił nazwisko na Laron, mieszkał w Tel Awiwie i służył w izraelskim lotnictwie wojskowym, biorąc udział w wojnach z Arabami. Przed dziesięciu laty był w Polsce. Za pomoc warszawskim powstańcom, został odznaczony Warszawskim Krzyżem Powstańczym.


Zmarł przed kilkoma laty. Wspominam go obszerniej, aby nie zaginęła pamięć  o Żydach, którzy byli patriotami oraz dobrymi i lojalnymi obywatelami swojej ojczyzny – Polski.


Ulica Królewska, jak i obecnie, dochodziła do kościoła pod wezwaniem świętego Wawrzyńca. Plac przed kościołem, czyli Stary Rynek (obecnie Plac Wolności), łagodnym stokiem zniżał się ku ulicy Zamenhofa. Nad placem górował kościół wybudowany w końcu XIX wieku, dzieło znanego architekta, który projektował także kościół Najświętszej Marii Panny w Łodzi przy ulicy Zgierskiej.


Oczywiście, jak wszystkie ulice w Kutnie, Stary Rynek wybrukowany był „kocimi łbami”. Na tym placu, w święta narodowe zbierały się do defilady oddziały wojskowe oraz członkowie różnych organizacji.


Ulica Kościuszki, od kościoła do ulicy Senatorskiej była zabudowana. Po prawej stronie ulicy, sklep „kolonialny” miał pan Ernest. Jego syn Jurek, a mój szkolny kolega, po wojnie skończył studia medyczne i został znanym laryngologiem. W tym samym ciągu domów, przed ulicą Oporowską miała siedzibę powszechna szkoła żydowska z wykładowym językiem jidysz. Dalej rozciągały się ogrody i pola.


W połowie długości ulicy Kościuszki stał zabytkowy dwór państwa Szymańskich, którzy później zmienili nazwisko na Szomańscy, a naprzeciwko, w latach dwudziestych XX w. wybudowano duży dom mieszkalny, stojący do dziś, dla oficerów 37 pułku piechoty i ich rodzin.


Kilkadziesiąt metrów dalej już była moja szkoła – Gimnazjum i Liceum imienia generała Henryka Dąbrowskiego. Wyróżniała się ona wówczas wysokim poziomem nauczania. W rankingach państwowych szkół średnich zajmowała w Polsce poczesne miejsce. Wielu jej wychowanków zrobiło karierę w dziedzinie nauki i polityki w kraju, jak i poza granicami Polski, zajmując często wysokie i odpowiedzialne stanowiska.


Zapraszamy do lektury całego artykułu!

 

Bożena Gajewska


· redakcja dnia kwiecień 23 2019 22:46:34 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 6 czytań · Drukuj

byli naszymi sąsiadami...

Images: PLAKAT DZIEN PAMIECI O KUTNOWSKICH ZYDACH 2019 1.jpg


 


Kutno i region kutnowski już od XV wieku stał się miejscem do życia Żydów, którzy się tu osiedlali. Przez 500 lat mieszkańcy Kutna: wyznania mojżeszowego i chrześcijanie tworzyli wspólnie historię naszej „Małej Ojczyzny”. Pierwszy dokument rejestrujący obecność Żydów w Kutnie pochodzi z 1513 r. Jest to pismo Zygmunta Starego wymieniające kupców żydowskich Salomona, Lewka i Moszka; w zasadzie „list żelazny”, w którym król zapewnia im roczną prolongatę na spłatę długu. Wymienione jest w niej także osiedle żydowskie – osada o nazwie Żydowo. Identyfikuje się ją ze znajdującym się obecnie we wschodniej części miasta Józefowem.. W 1800 r. w Kutnie żyło 1376 Żydów – co stanowiło 70,2% wszystkich mieszkańców. Na wiek XIX przypada okres burzliwego rozwoju społeczności kutnowskich Żydów. W ciągu tego stulecia liczebność Żydów w Kutnie uległa zwielokrotnieniu - w 1908 r. jest 8978 żydowskich mieszkańców miasta. Na przełomie XVIII i XIX w. Kutno było ważnym ośrodkiem studiowania Tory. W kutnowskich jesziwach studiowały takie znakomitości, jak Nachum Sokołow i Szalom Asz.


W 1802 r. Jan Zygmunt Ringsleben założył w Kutnie pierwszą aptekę. W mieście funkcjonowali także Hermann Geist – księgarz i Alfred Rotapfel – fotograf. Niewątpliwie potentatem przemysłowym na dużą skalę był właściciel składu drewna Izaak Holcman. W południowej pierzei Starego Rynku mieszkali Nosalowie – rytualni rzezacy. Powstała fabryka tabaki, należąca do Salomona Leyzera Brulla i Dawida Prina. Wkrótce także powstały młyny wodne i parowe E. Szyszlera, A. Moszkowicza, A. Rubinszlichta. Na przełomie XIX i XX w. w mieście funkcjonowały m. in. mydlarnia Izraela Przedeckiego, domy bankowe Jakowa Bromberga i Władysława Hirszberga, dom handlowy Jakóba Opatowskiego, manufaktury Josefa Raabe, księgarnia i drukarnia Hermana Geista, młyn Dawida Kalmana i wiele innych.


Kutno przed II wojną światową liczyło 26 tysięcy mieszkańców, z czego około 8 tysięcy stanowiła ludność żydowska. Tak, jak chrześcijanie, społeczność żydowska pod względem zamożności była bardzo zróżnicowana. Obok fabrykantów, przedsiębiorców, kamieniczników nie brakowało biedoty. Ludność żydowska w swej większości składała się ze stanu kupieckiego i to przeważnie drobne kupiectwo – dalej duży odłam stanowiło drobne rzemiosło, przeważnie stolarze, krawcy i szewcy. Było kilkunastu młynarzy, pracujących w młynach dzierżawionych. W latach 30. XX wieku funkcjonowały: fabryka cykorii Abrama Kibla (przekształcona po wojnie w zakłady farmaceutyczne „Polfa” przy ul. Sienkiewicza) oraz fabryka Fiszera Gidalewicza przy obecnej ul. Kochanowskiego. Działały olejarnie Jareckiego i Moszkowicza, a także browar Natana Weinstaina i Turbowicza przy ul. Mickiewicza. Lodownia Weinsteina znajdowała się w dzisiejszym Parku im. Romualda Traugutta.


Powoli rozwijał się nowoczesny przemysł. Do większych zakładów tego okresu należała m.in. „Rektyfikacja” Maurycego i Władysława Rotsztajnów, który po rozbudowie w latach trzydziestych produkowała także poszukiwane produkty chemiczne, działając pod nazwą „Zakłady Chemiczne Kutno”. Do znanych przemysłowców kutnowskich okresu międzywojennego należeli: Jakub Goldstein – właściciel składu drewna; Chana Erdberg, do której należało wiele nieruchomości w mieście; Szymon Geist – właściciel drukarni i sklepu; Symcha Żelechowski – właściciel młyna; Icek Dolman – właściciel wytwórni budowy gotowych elementów drewnianych; W. Hirszberg – bankier oraz Windheim Blumenson – właściciel hotelu.

Wszystko to przekreśliła wojna rozpętana przez hitlerowskie Niemcy w 1939 roku …

Po wkroczeniu do Kutna wojsk niemieckich, we wrześniu 1939 roku rozpoczął się terror. Ludność żydowską uwięziono w getcie, utworzonym w czerwcu 1940 roku, na terenie dawnej cukrowni „Konstancja” przy ul. Mickiewicza. W getcie panowały nieludzkie warunki, dodatkowo szerzyły się choroby zakaźne. Stąd wywieziono wszystkich do obozu niemieckiego Kulmhof w Chełmnie nad Nerem, gdzie zostali zamordowani. W ten tragiczny sposób zakończyły się losy kutnowskiej społeczności żydowskiej. Uległ zniszczeniu wielowiekowy dorobek kulturalny, żydowska dzielnica mieszkalna, cmentarz i synagoga z końca XVIII wieku. To co ocalało uległo rozproszeniu. Tylko nieliczni pochodzący stąd Żydzi przeżyli wojnę, a ocaleni, którzy powrócili do miasta, także wkrótce je opuścili.

Historia Żydów w Polsce to część naszej narodowej tożsamości. Dotyczy to również Kutna, które bez zamieszkujących tu przez pół tysiąca lat Żydów, nie byłoby tym samym miastem, którym jest dziś…


TPZK rozpoczyna realizację zadania publicznego wspartego finansowo przez Prezydenta Miasta Kutno pn. „Na krawędzi pamięci …, rzecz o kutnowskich Żydach”. Jest to projekt edukacyjny skierowany do mieszkańców naszego miasta i polega na zorganizowaniu przez TPZK dla mieszkańców Kutna cyklu wydarzeń związanych z pielęgnacją pamięci o ponad 7ooo kutnowskich Żydach, którzy współtworzyli nasze miasto przez kilkaset lat i zostali zamordowani w 1942 roku przez nazistowskich Niemców takich jak:organizacja  obchodów Dnia pamięci o kutnowskich Żydach w dniu 26 kwietnia 2019 roku pod murami getta (nagłośnienie wykona nieodpłatnie na podstawie umowy o współpracy Kutnowski Dom Kultury) oraz innych wydarzeń przypominających o żydowskich mieszkańcach Kutna i kulturze żydowskiej, takich jak: sprzątanie cmentarza żydowskiego przez młodzież kutnowską, prezentację wystawy plenerowej pt. „ Początek końca. Tragedia kutnowskich Żydów” na Placu Piłsudskiego (wystawa przygotowana nieodpłatnie przez Muzeum Regionalne w Kutnie – umowa o współpracy), zwiedzanie przez młodzież z kutnowskich szkół Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem (oprowadzać będzie przewodnik z Muzeum), udział w Mszy Ekumenicznej w Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem oraz złożenie kwiatów w miejscu zagłady kutnowskich Żydów, kwerenda w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emmanuela Ringelbluma w celu próby pozyskania nie znanych jeszcze w naszym mieście informacji na temat historii i zagłady kutnowskich Żydów, ponowne zamocowanie tablic z informacją o poszanowaniu nekropolii (wykonanych w ramach projektu „Tu mieszkam, tu zmieniam”) na granicy cmentarza żydowskiego od strony północno-zachodniej (wyrwanych przez nieznanych sprawców), poprowadzenie spaceru śladami żydowskimi po Kutnie dla chętnych, zwiedzanie Muzeum Żydów Mazowieckich w Płocku, lekcja edukacyjna, spacer śladami Żydów mazowieckich z przewodnikiem oraz wysłuchanie koncertu. zakup książek nt. historii i zagłady Żydów do biblioteczki regionalnej TPZK.

Mamy nadzieję, że podjęte przez nas działania będą kształtować postawy tolerancji mieszkańców Kutna, w szczególności tych młodego pokolenia, którzy powinni uczyć się empatii. Zdajemy sobie sprawę, że trudno jest nadrobić 50 lat zaległości, kiedy często, w każdym środowisku, przypominane są fałszywe stereotypy Żydów i Polaków, kiedy nie brak też prowokacji mających na celu ożywianie czy tworzenie konfliktów. Liczymy, że nasze działania podjęte w roku 2015 i kontynuowane corocznie sprawiły, że dziś łatwiej jest mówić w Kutnie o naszej wspólnej historii – Polaków i Żydów.

Bożena Gajewska


 

· redakcja dnia kwiecień 22 2019 20:00:33 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 10 czytań · Drukuj

zwyczaje wielkanocne sprzed lat...

Images: ZWYCZAJE WIELKANOCNE 1933 KRONIKA KUTNOWSKA 1.jpg

Images: ZWYCZAJE WIELKANOCNE 1933 KRONIKA KUTNOWSKA 2.jpg

 

Tak opisywała w 1933 roku zwyczaje wielkanocne Kronika Kutnowska...,

a tak opisuje je  Joanna Szewczykowska na stronie http://mazowieckiszlaktradycji.com/

Największą domową uroczystość stanowiło śniadanie wielkanocne. Dla wielu mieszkańców wsi była to jedyna w roku okazja by najeść się do syta, a czasem i jedna w roku, kiedy mogli spróbować mięsa i kiełbasy. Rozpoczynano je od podzielenia się jajkiem oraz składania sobie życzeń zdrowia i pomyślności. Po podzieleniu się jajkiem, ale jeszcze przed rozpoczęciem uczty powszechnie zalecano zjedzenie chrzanu na pamiątkę cierpień Chrystusa. Zabieg ten miał także zapobiec bólom brzucha, zębów, katarom i kaszlowi. Obowiązkowo na stole wielkanocnym musiał znaleźć się baranek. Ustawiano go na łączce z rzeżuchy lub młodego owsa. Zwyczaj ten stał się bardzo powszechny za panowania Zygmunta III Wazy, a szlachta przypisywała mu wielką moc ochronną przed ogniem, wodą i piorunami. Pierwszy dzień Wielkanocy był tak wielkim świętem, iż obowiązywał zakaz jakiejkolwiek pracy (poza karmieniem zwierząt). Upływał wyłącznie na odpoczynku i rozmowach w rodzinnym gronie. Biedacy zwykle na śniadanie wielkanocne zjadali całe święcone. Wieczorem w  Niedzielę Wielkanocną na Mazowszu Płockim zaczynali chodzić młodzi mężczyźni po tzw. „wykupie”. Podchodzili pod okna i śpiewali humorystyczne przyśpiewki dyngusowe. Gospodynie dawały im świąteczne jadło, a czasem i mocniejsze trunki

W Poniedziałek Wielkanocny na mazowieckich wsiach panowała ogólna wrzawa. Od wczesnego ranka rozbrzmiewały krzyki i śmiech, szczególnie młodych panien obficie oblewanych wodą przez kawalerów. Na Mazowszu obrzęd ten nazywano „oblewanką” lub śmigusem. Pomimo  dokuczliwości jego następstw (mokre ubranie, włosy, wychłodzenie, przeziębienie), był przyzwolonym przez wiejską społeczność rodzajem zalotów i świadczył o zainteresowaniu panną męskiego grona. Zbyt czyste i suche ubranie świadczyło o braku powodzenia. Kawalerowie bardzo gorliwie wypełniali ten „obowiązek”, używając drewnianych sikawek, wiader, cebrów i garnków.  Ładniejsze panny zaciągano nawet do stawu lub zanurzano w korycie do pojenia zwierząt. Mniej urodziwe, acz przedsiębiorcze panny, same się oblewały i mokre wychodziły na drogę. W południe wodą oblewała się już cała wieś, bez względu na płeć i wiek. Przyzwolenie na tak obfite oblewanie wodą wynikało z jej wyjątkowej w tym czasie mocy oczyszczającej. Od przymusowej kąpieli panny mogły się wykupić obdarowując upatrzonych kawalerów własnoręcznie wykonanymi pisankami. Mali chłopcy natomiast dzień rozpoczynali od chodzenia po wykupie. Obiegali domy z koszykiem zaczynając od matek chrzestnych, gdyż oprócz pisanek, ciasta czy kiełbasy mogli liczyć na drobne pieniądze.  Po południu domy zaczynały nawiedzać grupy chłopców i dziewcząt chodzące po „dyngusie”. Wygłaszali gospodarzom oracje, śpiewali pieśni i składali życzenia. Pod Płockiem można było usłyszeć: W niektórych wsiach „po wykupie” chodziły grupy chłopców wiozących na małym wózku kogutka.  Wykonywano go  z dyni, ciasta lub drewna, oblepiano  kogucimi piórami i przytwierdzano do deski. Wokół niego umieszczano drewniane figurki, które obracały się podczas jazdy. Kogut symbolizował męskość, urodę, płodność, a grupy te nazywano kurcarzami. Kurcarze rozpoczynali obchód od dworu lub zamożniejszego gospodarza, następnie odwiedzali chaty składając życzenia lub śpiewając zalotne przyśpiewki.

Na odchodne oblewali panny, które po wyjściu za mąż mogły spodziewać się licznego potomstwa. Chodzenie po dyngusie kończyli w karczmie, gdzie trwonili wszystkie otrzymane pieniądze. Cały ten obrzęd miał służyć kojarzeniu par. Na Mazowszu w lany poniedziałek także dziewczęta miały przyzwolenie na obchodzenie wsi. Na tę okazję stroiły zieloną gałąź sosny albo świerku, ozdabiając ją barwnymi wstążkami, zdobionymi wydmuszkami jajek, jabłkami czy koralikami. Przed każdym domem śpiewały pieśni o wiośnie, plonach i Nowym Lecie, za co otrzymywały wielkanocne smakołyki. W czasie śpiewu jedna z dziewcząt obracała gałąź raz w jedną, raz w drugą stronę.


Nazwa śmigus-dyngus stanowi dzisiaj połączenie dwóch zwyczajów: śmigusa polegającego na śmiganiu, uderzaniu się zielonymi gałązkami lub oblewaniu wodą oraz dyngusa – chodzenia „po wykupie”. Najprawdopodobniej oba słowa pochodzą z języka niemieckiego. Schmagustern oznaczał uderzanie brzozową rózgą po nogach w Wielkanoc. „Dyngować” znaczyło tyle, co „otrzymywać wykup”. Informację o tym zwyczaju można znaleźć w materiałach synodu diecezji poznańskiej z XV w.: „Zabraniajcie aby w drugie i trzecie święto  wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarki, co pospolicie się nazywa dyngować, ani do wody ciągnąć”.

Z Wielkanocą łączyły się jeszcze inne zabawy (...). Najmłodsze dzieci najchętniej grały w jajka. Stanisław Dworakowski tak opisywał tę zabawę: „Najpierw jeden z chłopców wyzywał swego rówieśnika: No to idziem na wybitki, a gdy ten wypróbowawszy na zębach twardość jajek, zgadzał się, wystawiał ukryte w garści jajko noskiem ku górze i w ten nosek również noskiem jajka uderzał drugi partner. Jeśli jeden z nosków pękł, gracz rozbite jajko odwracał drugim końcem (dupką), jeśli zaś i tym razem pękło - oddawał rozbite jajko zwycięzcy”. Śmiało można stwierdzić, iż Poniedziałek Wielkanocny był najweselszym dniem w całym roku.

Wykorzystano informacje ze strony: http://www.mazowieckiszlaktradycji.com/artykuly/wesoly-nam-dzien-dzis-nastal-zwyczaje-i-obrzedy-wielkanocne-na-mazowszu/?K=Obrz%C4%99dy%20i%20zwyczaje

Bożena Gajewska

 

 

 

 

 

· redakcja dnia kwiecień 22 2019 09:45:18 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 12 czytań · Drukuj

dbajmy o zabytki


W kalendarzu każdego szanującego się miłośnika zabytków 18 kwietnia to data szczególna. Tego bowiem dnia obchodzony jest w większości krajów świata Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków. Ustanowiony został w 1983 roku przez Komitet Wykonawczy Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków ICOMOS.


W Polsce celem obchodów jest prezentowanie zabytków o szczególnym znaczeniu dla dziedzictwa światowego i bogatej spuścizny kulturowej w kraju. Elementem Dnia Ochrony Zabytków w Polsce jest nagrodzenie osób, które w szczególny sposób przyczyniły się do ochrony zabytków z różnych dziedzin.


Warto wspomnieć, że Polska jako kraj cechujący się bogactwem tradycji i aktywnie dbający o ich ochronę, jest nie tylko jednym z pierwszych Państw -sygnatariuszy Konwencji dziedzictwa światowego, ale również jednym z czołowych reprezentantów na Liście Światowego Dziedzictwa. Jak podaje Wikipedia, zgodnie ze stanem z lipca 2006 roku, zostało na nią wpisanych 13 polskich dóbr. To daje nam 9 miejsce w Europie i 15 na świecie.


Głównym celem Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków jest przybliżenie społeczeństwu ogromu znaczenia dziedzictwa kulturowego oraz problemów związanych z jego ochroną, popularyzowanie zabytków oraz przybliżenia sposobów zapobiegania ich degradacji.


Piszę o tym wszystkim, mając jeszcze przed oczami płonącą katedrę Notre Dame w Paryżu. Nigdy jej nie widziałam, a teraz już wiem, że nawet, gdybym miała taką możliwość, to nie zobaczę… I to jest smutne. Zabytki mają szczególne znaczenie dla dziedzictwa kulturowego, dlatego każdemu z nas powinno zależeć na ich ochronie. I to nie tylko tych słynnych, gdzieś daleko, ale także tych blisko, tu na ziemi kutnowskiej. Zabytki stanowią przecież świadectwo historii i kultury lokalnej, regionalnej i narodowej.


Aby dbać o zabytki samorządy lokalne, ale też te wyższego szczebla tworzą i realizują programy opieki nad zabytkami. Poprzez realizację wskazanych w tych dokumentach działań następuje poprawa stanu zabytków. Poprzez ich adaptację i rewaloryzację następuje zwiększenie dostępności do nich mieszkańców. Wspólna dbałość o zachowanie wartości kulturowych wzmacnia poczucie tożsamości z tzw. małą ojczyzną i zacieśnia procesy integracyjne w społeczności lokalnej.


Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej w 2015 roku otrzymało od Starosty Kutnowskiego (na wniosek Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków) uprawnienia Społecznego Opiekuna Zabytków i stara się swoimi działaniami przybliżać wiedzę o wspólnej przeszłości, historii, tradycji, a także pamięci o ludziach, miejscach i wydarzeniach, zdając sobie sprawę, iż ma to ogromne znaczenie w odkrywaniu własnej tożsamości.

Images: UWAGAZABYTEK.jpg

Trochę o zabytkach powiatu kutnowskiego…


Ciekawostką jest, że w 2015 roku w powiecie kutnowskim został utworzony w Leszczyku „Park kulturowy etnograficznego podregionu kutnowskiego związanego z poetą romantycznym Józefem Bohdanem Zaleskim” (Uchwałą Rady Gminy Kutno Nr VI/35/2015 z dnia 28 kwietnia 2015r.), w celu ochrony walorów krajobrazu kulturowego związanego z pamięcią o poecie romantycznym Józefie Bohdanie Zaleskim, oraz wyróżniającego się zespołu dworsko-parkowego z zabytkami nieruchomymi figurującymi w wojewódzkiej ewidencji zabytków (rozpoczęta procedura wpisu do rejestru) i pomnikami przyrody. Tu należy podkreślić, że na terenie województwa łódzkiego utworzono 4 parki kulturowe, co lokuje region na 2. miejscu w Polsce.


Zamek Oporowskich w Oporowie to najlepiej zachowana późnogotycka rezydencja rycerska z I połowy XV w., najcenniejszy obiekt średniowiecznej architektury świeckiej, który jest główną atrakcją turystyczną powiatu kutnowskiego.

Drewniane kościółki powiatu kutnowskiego są świadectwem wysokiej kultury technicznej, świadczą o umiejętnościach ciekawych rozwiązań plastyczno – przestrzennych. Cenne, zabytkowe kościoły drewniane w powiecie kutnowskim znajdują się w Grochowie, Nowym Łękach Kościelnych, Imielnie i Pleckiej Dąbrowie.

Pałac Saski w Kutnie - pałac podróżny Augusta III (pocztowy, Post Palaise) – późnobarokowy pałac z 1750 roku Królewski Pałac Podróżny, zwany też Zajazdem Saskim wybudowano w latach 1750-1753 dla króla Augusta III. Dziś jest najstarszym zabytkiem architektury na terenie Kutna. Z pomocą dotacji z Unii Europejskiej Miasto Kutno wraz Muzeum Regionalnym w Kutnie stara się odrestaurować obiekt.


Bożena Gajewska

Społeczny Opiekun Zabytków




· redakcja dnia kwiecień 17 2019 20:46:48 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 33 czytań · Drukuj

z kroniki Tygodnika Kutnowskiego 18 kwietnia 1919

Chcemy, Szanowny Czytelniku, byś co jakiś czas, przez cały 2019 rok, miał możliwość przeczytania, jaki sprawami żyli mieszkańcy Kutna sto lat temu… Tak, dokładnie 100 lat temu! „Tygodnik Kutnowski”, który powstał w listopadzie 1918 roku pieczołowicie opisywał problemy dnia codziennego społeczności kutnowskiej, zarówno te duże, jak i te małe…, właściwie tak samo, jak to czyni prasa dzisiejsza. Jeśli tylko masz ochotę, Szanowny Czytelniku, zaglądaj na stronę TPZK, na której będziemy pokazywać, wybrane przez nas z poszczególnych numerów „Tygodnika Kutnowskiego” z 1919 roku wiadomości – i te wielkiej wagi, i te o wiele mniejszej. Ale zawsze będą to ciekawostki dla współczesnego Kutnianina.

Wszystkie te informacje będziecie mogli czytać dzięki uprzejmości Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej im. Stanisława Żeromskiego w Kutnie, w której zbiorach znajdują przedwojenne czasopisma kutnowskie.

W 16 numerze z 18 kwietnia 1919 roku w kronice podano następujące informacje:

Images: KRONIKA TYGODNIK KUTNOWSKI KWIECIEN 1919.jpg

· redakcja dnia kwiecień 14 2019 21:02:35 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 53 czytań · Drukuj

za nami kiermasz wielkanocny

 

 

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019 6.JPG


Za nami kiermasz wielkanocny zorganizowany wspólnie przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej, Muzeum Regionalne w Kutnie i Kutnowski Dom Kultury. To nie był pierwszy nasz wspólny kiermasz, i jak twierdzą organizatorzy nie ostatni…

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019 5.JPG

Rzeźby własnoręcznie wykonane związane z Wielkanocą, i nie tylko, wystawiali rzeźbiarze: Józef Stańczyk, Sławomir Suchodolski, Romuald Olesiński i Marek Wojtysiak. Było też malarstwo Niny Kunikowskiej oraz metaloplastykę Jana Wasiaka. Można także było podziwiać piękne wyroby hafciarek, koronkarek i twórczyń wykonane przez Urszulę Jędrzejczyk, Elżbietę Sarnicką, Alicję Olczak i Małgorzatę Żylińską oraz dwie nowe członkinie Agnieszkę Płocha i Agnieszkę Wilińską. Swoje wyroby wystawiały też twórczynie z regionu łowickiego.

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019 3.JPG

Cieszyły oczy piękne kurczaczki, ozdobione jaja, koronkowe baranki i kurki, karty świąteczne, obrusy i serwetki oraz lalki.


Chętni, nie tylko dzieci, dekorowali wydmuszki, tworząc pięknie ozdobione jaja wielkanocne; wykonywali palmy i kartki wielkanocne. Podczas warsztatów twórczynie ludowe pod opieką Sylwii Kacalak z Muzeum Regionalnego w Kutnie cierpliwie uczyły, jak wykonuje się kwiaty z bibuły. Wszystkie prace uczestnicy warsztatów zabrali do domu, gdzie będą cieszyć oczy podczas świąt.

Bożena Gajewska

 

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019 4.JPG

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019 2.JPG

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019 7.JPG

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019 1.JPG

 

· redakcja dnia kwiecień 14 2019 17:40:34 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 49 czytań · Drukuj

przypominamy i zapraszamy...

Images: KIERMASZ WIELKANOCNY 2019.jpg
· redakcja dnia kwiecień 12 2019 20:58:07 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 53 czytań · Drukuj

rymowanki na bis, o przemijaniu Kazimierz Ciążela

W piątkowe popołudnie w Dworku Modrzewiowym gościliśmy Kazimierza Ciążelę – Kutnianina, który z przerwą na studia całe swoje życie z wyboru spędził w naszym mieście. Od 1958 roku, gdy wrócił całą swoją zawodową karierę związał z kierunkami technicznymi, ale nie zrezygnował z działalności związanej z szeroko pojętą kulturą. Pisał „od zawsze”, ale początkowo jedynie do szuflady. Wiersze rozpoczął publikować kiedy przeszedł na emeryturę. Głównie pojawiają się one w „Powiatowym Życiu Kutna”. Pierwszy tomik „Rymowanki z przesłaniem…, i bez też…” wydany został dzięki dofinansowaniu Prezydenta Miasta Kutno. Książka „Przemijanie. Rymowanki na bis” to już druga publikacja felietonów pisanych wierszem. Została ona wydana drukiem dzięki kutnowskiemu Mecenasowi kultury – firmie POLFARMEX S.A.

Images: RYMOWANKI NA BIS KAZIMIERZA CIAZELI 3.JPG

Wszyscy ci, którzy wybrali się do dworku, mieli możliwość posłuchać rymowanek z nowego tomiku, czytanych przez Kazimierza Ciążelę i jego córkę Beatę. Jak stwierdził autor, córka jest jego pierwszym czytelnikiem i recenzentem. W kameralnym spotkaniu udział wzięli zarówno przyjaciele i znajomi pana Kazimierza, jak i czytelnicy jego rymowanek.

Images: RYMOWANKI NA BIS KAZIMIERZA CIAZELI 5.JPG

W spotkaniu uczestniczył przewodniczący Komitetu Redakcyjnego TPZK dr Karol Koszada i sekretarz dr Elżbieta Świątkowska, którzy zajęli się opracowaniem tej publikacji.

Images: RYMOWANKI NA BIS KAZIMIERZA CIAZELI 4.JPG

Publikacja zawiera zbiór wierszy i fraszek przygotowanych z myślą o popularyzacji twórczości literackiej. Przy czytaniu tych wierszem pisanych felietonów wyzwala się w czytelniku uczucie utożsamiania się z autorem w postrzeganiu rzeczywistości. Twórczość Kazimierza Ciążeli rodziła się bowiem z inspiracji otaczającego go świata – „małej ojczyzny”. Jest próbą emocjonalnego odbioru obrazu i jego subiektywną transformacją na język literacki. Tematyka antologii twórczości przedstawiona w publikacji odnosi się do treści społecznych, regionalnych, krajobrazowych, refleksyjnych oraz emocjonalnych i lirycznych.

Images: RYMOWANKI NA BIS KAZIMIERZA CIAZELI 2.JPG

Kazimierz Ciążela wydał też trzy książki poświęcone swojemu 50-letniemu hobby – łowiectwu, m.in. „Upolowane w pamięci”.

Images: RYMOWANKI NA BIS KAZIMIERZA CIAZELI 1.JPG

Bożena Gajewska





 



 


 


· redakcja dnia kwiecień 06 2019 22:47:04 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 100 czytań · Drukuj

współpraca samorządu terytorialnego z organizacjami pozarządowymi

Images: KONFERENCJA 2019 JST NGO 3.JPG


W dniu 3 kwietnia 2019 roku prezes TPZK brała udział w zorganizowanej przez dr Iwonę Wieczorek - Dyrektora Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego oraz Wojciecha Kaczmarczyka - Dyrektora Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego konferencji na temat ,,Współpraca samorządu terytorialnego z organizacjami pozarządowymi – doświadczenia, perspektywy i wyzwania’’.

Wydarzenie odbyło się w siedzibie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, ul. Księdza Biskupa Wincentego Tymienieckiego 22G w Łodzi. Celem konferencji była wymiana doświadczeń służąca zwiększeniu współpracy samorządów z organizacjami pozarządowymi. Gościem honorowym wydarzenia był prof. Piotr Gliński – Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Przewodniczący Komitetu ds. Pożytku Publicznego. W spotkaniu wzięli udział m.in. przedstawiciele jednostek samorządu terytorialnego oraz organizacji pozarządowych.

O „Nowej jakości współpracy sektora publicznego z NGO" mówił Wojciech Kaczmarczyk dyrektor Narodowego Instytutu Wolności.

O programach wsparcia dla organizacji pozarządowych prowadzonych przez Narodowy Instytut Wolności można było usłyszeć oraz dyskutować podczas sesji warsztatowej.Podczas wydarzenia zaprezentowane zostały perspektywy i wyzwania dotyczące realizacji zadań publicznych przez organizacje pozarządowe, a także programy wsparcia dla podmiotów reprezentujących trzeci sektor.

Pojęcie samorząd oznacza niezależne od władzy nadrzędnej decydowanie o własnych sprawach obywateli zamieszkujących na danym terenie. Lokalne stowarzyszenia powinny być partnerami samorządu terytorialnego w konsultacjach i wspólnym tworzeniu lokalnego prawa, strategii, itp. na rzecz całej wspólnoty mieszkańców. O tym, „Jak efektywniej wykorzystać potencjał organizacji pozarządowych w samorządach?" bardzo interesująco wypowiadał się prof. Jan Fazlagić, przedstawiciel Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego i Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Konferencja była niezwykle interesująca, a omawiane tematy ogromnie ważne dla organizacji pozarządowych. Byliśmy chyba jedyną organizacją pozarządową z Ziemi Kutnowskiej biorącą udział w tej konferencji.

Bożena Gajewska

 

Images: KONFERENCJA 2019 JST NGO 1.JPG

 

 

 

 

· redakcja dnia kwiecień 03 2019 23:11:05 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 112 czytań · Drukuj

Copyright © 2009 - 2010 by Adam Brzęcki & Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej.

stat4u Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!