Nazwa użytkownika Hasło | Rejestracja | Zapomniane hasło

pamiętaj o dr Antonim Troczewskim

Images: ZAPROSZENIE NA OBCHODY ROCZNICY SMIERCI DOKTORA TROCZEWSKIEGO 23 09 2019.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 23:37:47 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 10 czytań · Drukuj

Historia dworku modrzewiowego w oczach szaradzistów

Images: SZARADZISCI SZARADZISCI SZARADZISCI 2.jpg

W niedzielę 15 wrze¶nia grupa uczestników Szaradziarskich Mistrzostw Polski w oczekiwaniu na wyniki, po drugiej rundzie zawodów w rozwi±zywaniu zadań organizowanych przez Kutnowski Dom Kultury, odwiedziła dworek modrzewiowy.Go¶cinny dworek uraczył go¶ci herbatk± różan± i opowie¶ci± o historii najstarszego w Kutnie drewnianego obiektu zabytkowego.

Wiceprezes TPZK Barbara Łuczak przedstawiła walory architektoniczne dworku drobnoszlacheckiego z I poł. XIX w. omawiaj±c : portyk kolumnowy, boniowania szalunku fasady polegaj±ce na wykonaniu systemu ozdobnych rowków dziel±cych powierzchnię ¶cian zewnętrznych na mniejsze elementy, podała wymiary dworku liczone w 1841 r. (32 łokcie długi i 19 łokci szer.) i inne ciekawostki jak jedenastoosiowy budynek z trzema wej¶ciami, amfiladowym układzie pomieszczeń zachowanych do dzi¶., dokumentach archiwalnych itp.

Duż± ciekawo¶ć wzbudziły informacje o dziesięciu wła¶cicielach dworku, ich profesjach, stanach rodzinnych,działalno¶ci społecznej.

W 1967 r. dworek wpisany został do rejestru zabytków. Ostatnia wła¶cicielka w 1981 r. zwróciła się do Urzędu Miasta Kutno o wykup od niej dworku, pertraktacje i trzykrotne wyceny trwały do 1987 r.W 2012 r. dzięki ¶rodkom z Unii Europejskiej i Urzędu Miasta dworek poddano rewitalizacji.

Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej na swoj± siedzibę w dworku od 1982 r.Dzi¶ obiekt można podziwiać i jako jeden z czterech dworków w Kutnie daje ¶wiadectwo naszej historii.

Fotografie ze zbiorów Kutnowskiego Domu Kultury

Barbara Łuczak

Images: SZARADZISCI SZARADZISCI SZARADZISCI 1.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 22:51:44 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 10 czytań · Drukuj

wspominamy weekend pachn±cy różami

 

 

 

Images: ROZE ROZE ROZE ROZE ROZE ROZE 2.JPG SpóĽniona róża kwitnie najczarowniej.


Nigdy się wzrok jej pięknem nie napoi.


SpóĽniona róża pachnie najcudowniej


i najrozkoszniej smutne serce koi…


i najzawrotniej zmysły nam odurza


spóĽniona róża….


Johann Wolfgang Goethe 1749-1832

 

 

 



Podczas tegorocznego 45 ¦więta Róży w naszym mie¶cie TPZK prezentowało podczas różanego weekendu 7 i 8 wrze¶nia rękodzieło artystyczne naszych twórczyń: Henryki Dybiec, Agnieszki Wilińskiej i Elżbiety Stadnickiej. Edward Sobczak i Ryszard Narkiewicz wystawili swoje obrazy. We współpracy z Muzeum Regionalnym w Kutnie rzeĽbiarze: Józef Stańczyk i Sławomir Suchodolski prowadzili warsztaty dla dzieci. RzeĽby zaprezentowali także Józef Marciniak i Andrzej Wojtczak, a metaloplastykę Jan Wasiak. Wszystkie prace naszych twórców, którzy kultywuj± przekazywan± z pokolenia na pokolenie ludow± tradycję cieszyły się dużym zainteresowaniem zwiedzaj±cych.

 

Nasze stoisko z wydawnictwami regionalnymi TPZK przyci±gało uwagę mieszkańców Kutna i licznie przybyłych turystów. Zaprezentowali¶my między innymi: „Kutnowskie Zeszyty Regionalne” „Zarys Historii Żydów Ziemi Kutnowskiej” pocztówki, przedstawiaj±ce dawne Kutno, pami±tkowe medale i inne cenne publikacje naszych regionalnych autorów. Chętni mieszkańcy Kutna mogli sprawdzić swoj± wiedzę na temat tradycji różanej oraz zapoznać się z biblioteczk± różan±, jak± od kilku lat posiada TPZK i któr± z roku na rok powiększa… Te działania prowadzili¶my w ramach zadania publicznego pn. „Kochach róże…, kochaj Kutno!” dofinansowanego przez Prezydenta Miasta Kutno.

Dyżury przy stoisku z wydawnictwami pełnili 8 i 9 wrze¶nia nasi członkowie : Barbara Ratajczyk, Halina Reszke, Jolanta Urbaniak, Teresa Jackowska, Krystyna Warcikowska, Danuta Kawka, Bożena Nowogórska, Jadwiga Błaszczyk, Barbara Borcińska, Ewa Grz±¶lewicz, Jadwiga Wi¶niewska, Stanisław Wojdecki, Danuta Ujazdowska i Teresa Wiwała i Sławomir Małas.

Członkinie zarz±du: Barbara Łuczak, Danuta Ujazdowska, Barbara Borcińska, Ewa Grz±¶lewicz, Julita Szczepankiewicz i Elżbieta Żółtowska wzięły udział w Konferencji Różanej, która odbyła się 7 wrze¶nia 2019 roku w sali widowiskowej KDK. Po¶więcona była tematyce różanej, któr± już po raz pi±ty organizowało Kutno - Miasto Róż wraz z Polskim Towarzystwem Różanym. Go¶ciem specjalnym był przybyły z Francji o polskich korzeniach wybitny utalentowany hodowca róż Jacques Mouchotte.

Elżbieta Żółtowska


Images: logo kutno.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 22:44:49 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 10 czytań · Drukuj

Nagroda Starosty Kutnowskiego dla Bożeny Gajewskiej

Ogromnie ucieszyła nas wiadomo¶ć, że prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej, Bożena Gajewska, otrzymała Nagrodę Starosty Kutnowskiego w uznaniu całokształtu działalno¶ci w dziedzinie  upowszechnianiu i ochrony kultury. To dla nas, regionalistów, bardzo ważny sygnał, że nasza praca społeczna na rzecz społeczno¶ci Kutna i Powiatu Kutnowskiego jest dostrzegana i doceniana.

Dziękujemy!

Przypomnijmy, że w 2003 roku tę sam± Nagrodę otrzymało nasze stowarzyszenie w uznaniu całokształtu działalno¶ci. Była ona w tym roku przyznawana po raz pierwszy. W 2004 roku Nagrodę Starosty Kutnowskiego „Za Wybitne Dokonania w Kulturze” otrzymał Marek Wójkowski pełni±cy w tym czasie funkcję prezesa TPZK.

Zarz±d i członkowie TPZK

Images: NAGRODA STAROSTY ZA 2018 ROK W UZNANIU CALOKSZTALTU 2.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 22:15:39 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 10 czytań · Drukuj

z wizyt± u dr Antoniego Troczewskiego

Images: ZAPROSZENIE NA OBCHODY ROCZNICY SMIERCI DOKTORA TROCZEWSKIEGO 23 09 2019.jpg

· redakcja dnia wrzesień 13 2019 21:19:43 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 37 czytań · Drukuj

ze wspomnień księdza Michała WoĽniaka - wrzesień 1939 roku w Kutnie

Druga niedziela wojny, 10 wrzenia niemniej była krwawa jak pierwsza. Bylimy już co prawda nieco przyzwyczajeni do warkotu bombowców i ludzie już się kryli przed bombami, gdzie mogli. Ale niestety, pokazało się, że nie było schronienia. Od godz. 9 rano trwały wybuchy. Sumy nie było, bo nie tylko bomby, ale z karabinu maszynowego strzelano z samolotu. Zabito człowieka przed kociołem. O godz. 11 rzucono bomby na aptekę Chacińskiego. Bomba trafiła w sień domu, gdzie skryło się kilkanacie osób. Kilka osób zostało zabitych. Inne bomby upadły przed magistratem i starostwem. Magistrat zdemolowany już poprawiono. Starostwo do dzijest w ruinie. Apteka zapaliła się i spłonęła wraz z innymi domami, razem cztery domy.

Około 2 po południu tego dnia, rano dano znać z Przytułku, że jest umieraj±cy żołnierz na czerwonkę. Poszedłem przez miasto i widziałem płon±ce domy, bez żadnego ratunku. Z powrotem szedłem inn± drog±, przez Kociuszków do szosy Gostyńskiej. Nadleciał bombowiec. Układłem się w rowie pod krzakiem i tak nade mn± przeleciał bardzo nisko, bo dział przeciwlotniczych już nie było w Kutnie.

Jeden z oficerów siedział na plebanii drż±c ze strachu, aż nieprzyjemnie było patrzeć. Zaraz w pierwszych dniach wojny policja nasza prowadziła przez Kutno może z tysi±c Niemców - kolonistów. Jeden z tych niemców zachorował, odł±czył się od id±cych i leżał koło wikariatki na polu plebańskim. Tego samego dnia umarł. Zwróciłem się do magistratu, żeby go pochowali. Ale w magistracie bałagan straszny. Burmistrz Filipowicz uciekł, telefon nieczynny. Zwróciłem się do policji, ta sama historia. Rozstrój ostateczny. Poszedłem osobicie do magistratu i uprosiłem tych, co się tam jeszcze znajdowali z urzędników. Posłali robotników i ci zagrzebali niemca w kupie mieci, jakie zmieciono z ulicy. Na to nie mogłem się zgodzić. Dałem robotnikom 8 zł. i w nocy, już teraz w trumnie, przenieli zwłoki na cmentarz ewangelicki. Nie wiedziałem wtedy, to czyni±c, iż w ten sposób uratowałem swe życie. Bo gdy niemcy weszli zaczęło się ¶ledztwo przez Gestapo. Byli u mnie trzy razy. Każdego, kto był zamieszany w tę sprawę, aresztowali. Na podstawie tylko, że ktozeznał, jakoby niektórzy odnosili się do tego chorego niemca wrogo. Naszych uchodĽców szło tysi±ce w ostatecznej poniewierce. Umierali albo z wycieńczenia albo od bomb. Staralimy się też przychodzić im z pomoc±. Często całe podwórze było w nocy zawalone. Pełna też plebania księży. Kilku już tu zostało aż do przyjcia niemców. Potem wrócili do swoich parafii. Ale zdaje się, że byli internowani. Powstały w miecie szpitale. A więc oprócz urzędowego, który wojskowi opucili i zostały same Szarytki i doktor Perkowicz, jeszcze utworzono w Sierocińcu, w Przytułku, w Gimnazjum, w Koszarach i we wszystkich szkołach. Rannych mielimy przeszło sze¶ć tysięcy. Nim niemcy weszli do Kutna pochowalimy zabitych trzy tysi±ce. Ponieważ cmentarz jest już prawie zachowany, więc skierowałem grzebanie na dawnym wojskowym za cmentarzem ewangelickim. Kopano rów głęboki, długi i tak w nocy układano nieboszczyków bez trumien, stopniowo zasypuj±c, w miarę przybywania. Wojskowych staralimy się grzebać na naszym cmentarzu. Ale tych było mało, zaledwie kilku. Reszta sami cywilni z rozmaitych stron. Bo zabici Kutnowianie grzebani byli przez rodzinę i spisywane były akty. Tamtych, nie wiemy, kto pochowany i aktów nie było sposobu pisać. Często nie było danych, jak spisać, a więcej jeszcze nie było kiedy. Setkami chowano w nocy i nikt się o to nie troszczył, kto pochowany. Najwięcej bolało to, że ranni umierali bez żadnej pomocy lekarskiej i rodków opatrunkowych. Szpital tutejszy wcale nie był przygotowany, ani zaopatrzony w rodki opatrunkowe. Dopiero na gwałt cotam zrobiono, co mogło być dla jednego tysi±ca rannych, a tu było sze¶ć tysięcy i zawsze przybywało. Nie było na miecie żadnego komitetu obywatelskiego dla uchodĽców i bł±kaj±cych się żołnierzy naszych. Trzeba było prywatnie ich wspomagać, ale co można było zrobić na tak± liczbę?

Proboszcz z Ł±koszyna uciekł. Skrył się gdziena drugiej parafii przed bombani. A przecież był pomocniczym kapelanem wojskowym. Upadalimy ze zmęczenia, chodz±c od szpitala do szpitala. Wreszcie w szpitalu właciwym obsadziłem jednego księdza z poznańskiego. Potem trafił się drugi i zamieszkał wraz z rannymi w Koszarach. Było już nam trochę lżej; ale jeszcze trzeba było mieć pieczę nad sierocińcem i wszystkimi szkołami.

Nadszedł trzeci pi±tek wojny, okropny 15 wrzenia. Bitwa toczyła się naokoło Kutna. Noc z pi±tku na sobotę była straszna. Cał± noc, nie pi±c, chodzilimy z k±ta w k±t po plebanii, bo nie wiadomo, gdzie uderzy granat. Strzelano z armat ze wszystkich stron. Kule wiszczały i ten wist stał się niesamowity w swej grozie, wród ciemnej nocy. Miasto było jak wymarłe, cisza złowróżbna, bo nie było wiadomo, z której strony wpadnie wojsko i jakie. Tylko wybuchy granatów przerywały tę ciszę, aż wreszcie nad ranem ucichło zupełnie. Gdy się rozwidniło, słychać było jeszcze grzmoty armat, ale juŜ w oddaleniu ku Łowiczowi i kule na miasto już nie padały.

O godz. 9 rano, w sobotę, 16 wrzenia , wkroczyło do miasta wojsko niemieckie. Bylimy tak wyczerpani fizycznie i duchowo, że tę tragiczn± chwilę przyjęlimy z pewn± obojętnoci±.

O godz. 11 rano przyszedł żołnierz, żeby nas zabrać na zakładników. Było nas trzech księży i dwóch kleryków. Więc ja, Ks. Oziębłowski i Ks. Kaczorowski z Poznania. Kleryk z naszego Seminarium Bogdan Szymański i kleryk z gnieĽnieńskiego Seminarium Jan Krycki. Padał deszcz. Gdy nas prowadzono na drugi rynek, jaki¶ żołdak popychał mnie, a raczej szturgał rowerem i cowrzeszczał. Dopiero ten żołnierz, co nas prowadził obronił mnie. Na rynku wród deszczu stalimy zgromadzeni wraz z innymi, w tym było wielu Żydów. Naprzeciw nas ustawiono karabiny maszynowe. Stalimy przeszło godzinę. Potem zaprowadzono nas do rozbitego magistratu i w gabinecie burmistrza strzegło nas dwóch żołnierzy. Wieczorem zamknięto nas na klucz i żołnierze odeszli. Okna były wybite. Wejrzałem na podwórze i nikogo z wojskowych nie ujrzałem. Kręcili się nasi strażacy. Prosiłem, ażeby zameldowali jakiemu oficerowi, że tu siedzimy od południa i nie wiemy za co. Strażak odpowiedział, że tu nie ma żadnego oficera. Wtedy zaproponowałem strażakowi, aby nam otworzył drzwi. Co też zrobił i poszlimy do domu.

W domu był straszny lament, bo nie wiedziano, co z nami zrobi±. Gdymy siedzieli w magistracie, to żołnierze rabowali w plebanii. Wieczorem przyszedł sztab pułku na nocleg. Zjedlimy kolację wraz z obiadem i ja wcale nie pokazywałem się już niemcom. Ks. Kaczorowski znaj±c niemiecki język z nimi rozmawiał. Pułkownik żalił się do niego, że gospodarz domu nie przywitał go wcale, co mu się jeszcze dot±d nie trafiło. Mylałem jednak, że lepiej się nie pokazywać, bo obłudnym być nie umiem. A przecież wroga trudno witać "hilari vultu". Odt±d zaczęła się nasza niewola, jakże ciężka w swym ogromie rozmaitych udręczeń.

Ponieważ zapisywałem do Kroniki Parafialnej 13 wydarzenia wojenne, więc teraz będę tu tylko przepisywał z tej Kroniki. I tak:

18 wrzenia - poniedziałek. Wczoraj o godz. 6 wieczorem przyprowadzili naszych jeńców cywilnych, zebranych z różnych okolic. Kazali otworzyć kociół, choć prosilimy, że lepiej byłoby w teatrze lub kinie. Nazłocił się na mnie straszny niemiec i około pięćset osób (sami mężczyĽni) wprowadzono na noc do kocioła. Dzirano ledwie nam pozwolono odprawić Msze w., ale nikogo z miasta do kocioła nie puszczono. Kilku jeńców wyspowiadalimy. Kupilimy im 14 bochenków chleba, bo więcej nie można było dostać. Czę¶ć jeńców zwolniono, lecz na ich miejsce przyprowadzaj± nowych. Ma to być kara, że w niektórych wioskach jakoby strzelano do żołnierzy niemieckich. A to strzelali nasi żołnierze i potem uciekli. Dzi oddalimy radio, gdyż za nieoddanie broni i radia grozi mierć i zburzenie domu.

19 wrzenia - wczoraj przyprowadzono jeszcze więcej więĽniów cywilnych. Obliczaj± około trzech tysięcy. Wyniosłem Sanctissimum do zakrystii. Msze w. odprawialimy w zakrystii, bo do kocioła wstęp wzbroniony. Hauptmann mówił Ks. Kaczorowskiemu, że bolszewicy wkroczyli na całej długoci granicy Polski. Umawiaj± się już z niemcami o wspólno¶ć granicy, a tym samym całkowity rozbiór Polski. Od rz±du polskiego miał wyjechać parlamentariusz do Berlina prosić o pokój. Lecz Hitler powiedział, że "za póĽno". Z Polsk± stanie się to samo, co z Czechosłowacj±. Anglia i Francja jakoby nic więcej nie robi± i rychło dojdzie z nimi do porozumienia.

Te wiadomoci tak mnie przygnębiły, że choć mam serce zdrowe – odczułem jakby mi chciało pękn±ć. Może się martwię jeszcze niepotrzebnie, ale gdy widzi się tę ich potęgę i bezwzględno¶ć, prawie okrucieństwo w stosunku do biednej ludnoci, a znik±d ratunku, ani żadnej dobrej wieci - to człowiek staje się jak to dziecko opuszczone, bezradny i zgnębiony do ostatnich prawie sił. Pozostaje jedynie ufno¶ć w Opatrzno¶ć Boż± i pomodliwszy się zaczyna człowiek żyć jakby na nowo nadziej±, że przecież chyba Pan Bóg nas nie opuci. Nad wieczorem wczoraj zaczęli pędzić w stronę Poznania. Prawie wszystkie czołgi, jakie szły w sobotę w stronę Warszawy -wracaj± z powrotem bardzo szybko. Domylaj± się, że może front stworzył się nowy ku Poznaniowi i to z pomoc± Anglii. - Wody do studni brakuje, a z przeciwka, od Domu Katolickiego, gdzie jest wody pod 13 Kronika, o której mowa, zaginęła. dostatkiem i lepszej, nosić nie pozwalaj±. Nie puszczaj± też nikogo do miasta. Zakwaterowało ię znów 6 oficerów w salonie i w pokoju Ks. Oziębłowskiego. W kancelarii siedz± żołnierze, którzy pilnuj± jeńców w kociele.

21 wrzenia - we wtorek wieczór zabrano jeńców z kocioła. Około 300 wywieziono do niemiec, resztę rozpuszczono. Kociół okropnie zanieczyszczony. Cały dzień wczoraj myto. Dziodprawialimy Msze w. w kociele. Ks. Kaczorowski i kleryk Krycki wyjechali do Poznania. Widziałem wczoraj jak prowadzili niemcy bardzo dużo jeńców, naszych żołnierzy. Podobno pod Warszaw± cała nasza armia rozbita. Mówi±, że to jest koniec Polski. Mój Boże, znik±d pocieszenia. Nic nie wiemy, co się naprawdę dzieje. Rannych naszych żołnierzy i swoich przywoż± do Kutna. Tak się tu zadomi± jakby na zawsze mieli tu zostać. Na plebanii wojsko, dom tercjarski cały zajęty przez nich. Organista musiał się wyprowadzić. Nawet star± Szymańsk±, która mieszka w suterenie, wyrzucili. Ks. Pykosz, dyrektor z Gnojna przybył wczoraj wieczorem, bo całe Gnojno zajęto i jemu kazano się wynosić. Będzie tu mieszkał, dopok±d stamt±d nie wyjd±. Pochmurno i zimno. Biedni uchodĽcy wracaj± do swoich domów. Wielu nie zastanie już swego domu. Na przejazd daj± przepustki. Mnie i Ks. Oziębłowskiemu też dano, żebymy mogli chodzić do szpitali. Okropne kradzieże. Na polu kopi± ludzie kartofle i nie można im nic powiedzieć. Nic dziwnego, brak pożywienia.

 

 

 

Ze wspomnień księdza Michała WoĽniaka, proboszcza parafii Kutno (opracowanych przez ks. Ludwika Królika).

Bożena Gajewska

 

 

· redakcja dnia wrzesień 13 2019 21:00:27 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 38 czytań · Drukuj

Kulmhof powoli odzyskiwane z niepamięci

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 7.jpg Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 3.jpg

10 wrze¶nia 2019 roku, w samo południe rozpoczęła się msza ¶w. pod przewodnictwem ks. bp Wiesława Alojzego Meringa w intencji ofiar obozu. Jak co roku, w Lesie Rzuchowskim zbieraj± się wszyscy ci, którzy chc± pamiętać o pomordowanych przez hitlerowców Polakach, Żydach, Romach i Sinti. Wcze¶niej, bo już od 9.oo rano grupa 50 mieszkańców Kutna zwiedzała Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof i złożyła wi±zanki kwiatów w miejscach pamięci i zapaliła znicze.

Zadziwiaj±ce jest, że o miejscu, w którym w czasie II wojny ¶wiatowej Niemcy wymordowali około 200 tys. osób, gdzie od lat istnieje Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof wie tak mało osób. Mieszkańcom naszego miasta TPZK stara się od kilku lat przybliżyć informacje o tym tak ważnym dla nas miejscu – bo to tutaj zostało zamordowanych ponad 7000 mieszkańców Kutna. Dzięki dofinansowaniu Prezydenta Miasta Kutno do projektu pn. „Na krawędzi pamięci…, rzecz o kutnowskich Żydach” co roku około 100 mieszkańców naszego miasta ma możliwo¶ć nieodpłatnie zwiedzić Muzeum i oddać hołd pomordowanym.

Dziękujemy niezawodnej Danucie Ujazdowskiej za przewodzenie wyjazdowi edukacyjnemu, a także rodzinom kombatanckim oraz kutnowskim harcerzom za ich obecno¶ć.

Bożena Gajewska

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 6.jpg Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 2.jpg

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 4.jpg Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 5.jpg

 

Patronat nad projektem przyjęli: Prezydent Miasta Kutno, Naczelny Rabin Polski oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi.

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 1.jpg

Images: logo kutno.jpg

Zadanie publiczne pn. N"a krawędzi pamięci..., rzecz o kutnowskich Żydach" jest współfinansowane przez Prezydenta Miasta Kutno


· redakcja dnia wrzesień 13 2019 19:48:44 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 37 czytań · Drukuj

już jesień...

O tym, że w Kutnie byłoby miło także jesieni± napisał Julian Tuwim w wierszu pt. Rzuciłbym to wszystko w 1922 roku.

Sk±d on o tym wtedy wiedział ?! Bo przecież ¦więto Róży sprawiło, że pocz±tek jesieni mamy piękny i ciekawy…

Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu,
Osiadłbym jesieni± w Kutnie lub Sieradzu.

W Kutnie lub Sieradzu, Rawie lub Łęczycy,
W parterowym domku, przy cichej ulicy.

Byłoby tam ciepło, ciasno, ale miło,
Dużo by się spało, często by się piło.

Tam koguty rankiem na opłotkach piej±,
Tam s±siedzi dobrzy tyj± i głupiej±.

Poszedłbym do karczmy, usiadłbym w k±ciku,
Po tym, co nie wróci, popłakał po cichu.

Pogadałbym z Tob± przy ampułce wina:
"No i cóż, kochana? Cóż, moja jedyna?

Żal ci zabaw, gwaru, tęskno do stolicy?
Nudzisz się tu pewno w Kutnie lub Łęczycy?"

Nic by¶ nie odrzekła, nic, moja kochana,
Słuchałaby¶ wichru w kominie do rana...

I dumała długo w lęku i tęsknicy:
- Czego on tu szuka w Kutnie lub w Łęczycy?

Julian Tuwim (Siódma jesień, 1922 rok)

 

· redakcja dnia wrzesień 09 2019 22:05:59 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 61 czytań · Drukuj

Bitwa nad Bzur±

Images: BITWA NAD BZURA MIEJSKA I POWIATOWA BIBLIOTAKA PUBLICZNA W KUTNIE.jpgW dniach od 9 do 22 wrze¶nia 1939 roku nad Bzur± rozegrała się największa bitwa w czasie Wojny Obronnej Polski 1939. Znana jest jako Bitwa nad Bzur± lub Bitwa pod Kutnem. Została stoczona przez armie polskie "Poznań" i "Pomorze" z niemieckimi 8 i 10 Armi± z Grupy Armii "Sud". Polacy zaatakowali Niemców, żeby zatrzymać ich po¶cig za odradzaj±cymi się we wschodniej Polsce kolejnymi oddziałami armii. Zginęło w niej 15 tysięcy polskich żołnierzy, 50 tysięcy zostało rannych, a 100 tysięcy wzięto do niewoli (wraz z gen. Bortnowskim). Poległo w niej trzech generałów: Franciszek Wład, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Mikołaj Bołtuć. Przewaga III Rzeszy zarówno w sprzęcie, jak i w liczebno¶ci oddziałów była ogromna. Straty niemieckie szacuje się na 8 tysięcy zabitych oraz kilkadziesi±t zniszczonych czołgów.

Portal https://dzieje.pl/ w 2017 roku zamie¶cił na swoje stronie wspomnienia por. Józefa Żurka, 108-letniego weterana Bitwy nad Bzur±.

Józef Żurek urodził się w 1909 roku w Gackach (woj. ¶więtokrzyskie), ale już od 2. roku życia mieszkał w Czarnowie. Zasadnicz± służbę wojskow± odbył w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudzi±dzu. W sierpniu 1939 roku został wcielony do 4. Dywizji Piechoty w Toruniu i wysłany na front. Jako podoficer wzi±ł udział w Bitwie nad Bzur±. Wzięty do niewoli trafił do obozu jenieckiego na terenie Niemiec. Stamt±d został wysłany do pracy przymusowej w niemieckich gospodarstwach rolnych. Do Polski powrócił transportem w 1946 roku.

Mieli¶my trzy armaty i dwana¶cie pocisków. Wszyscy chłopcy z mojego oddziału zginęli. Żyję tylko dlatego, że wysłano mnie na zwiad. Dla nas wszystkich było jasne w sierpniu, że wojna się zbliża. Byłem w plutonie żandarmerii wojskowej. Było nas dwudziestu i jeden dowódca. Wszyscy padli pod Bzur±. Przeżyłem tylko ja, gdyż wysłali mnie na zwiad, żebym dowiedział się, czy możemy się przedrzeć do Warszawy. Pojechałem wieczorem. Nad Warszaw± była jedna łuna - chaos, krzyk i ogień. Pomy¶lałem sobie - gdzie my będziemy się pchali jeszcze w ten ogień. Usiadłem na kamieniu przy brzegu, tam stały opuszczone samochody, leżały różne mundury wojskowe. Cywile się poprzebierali i szli do stolicy, żeby pomóc. Wygłodniały, spragniony i "beznadziejny" wrócił nad Bzurę. Tam nie było już jednak jego oddziału. Ta wycieczka uratowała mi życie. Moi koledzy z pola walki zginęli wszyscy razem. Przez nieuwagę. Skryli się w wykrocie po dużej topoli. My¶leli, że tam kula nie przejdzie. Ten wykrot był jednak dawno namierzony przez Niemców. Znali każdy pieniek, każdy dół, każde miejsce po wyrwanym drzewie. Zabili ich wszystkich.

Nasza generalicja igrała sobie z nami. Nie chodziło o życie ludzkie. Przeciwstawiali¶my się mocarstwu, które zawojowało cał± Polskę i jeszcze wyznaczyli¶my decyduj±c± bitwę nad Bzur±. Nie mieli¶my nic - trzy armaty i może dwana¶cie pocisków. Siła wroga była zdecydowanie większa. Człowiek zdesperowany, jak my, nie my¶lał o niczym innym, jak tylko o powrocie do domu i bezpiecznym k±cie. Żeby przeżyć. Nie pamiętam już nazwisk chłopaków z oddziału, nawet nazwiska dowódcy. Byli tam młodzi chłopcy. Wszyscy mieli żony, dziewczyny, często w ci±ży, kogo¶ w domach, kto na nich czekał. Patrzyli cały czas na zdjęcia, które dostali, ruszaj±c na wojnę. Mówiłem im, żeby je schowali i pilnowali, żeby w łeb nie dostać. Nie mijała chwila, a już nie żyli. Nie mogli¶my pomóc nawet rannym. Gdyby¶my tylko wyszli z ukrycia, to od razu by¶my zginęli od kuli. Wielu nie umarło od razu - męczyło się przez wiele godzin i wykrwawiło. Nie miał kto im pomóc. Wysiadłem w Solcu Kujawskim i ruszyłem do Czarnowa. Tutaj była moja matka. Miałem dwóch braci. Wszyscy przeżyli¶my wojnę. Mama nie wiedziała nic a nic o naszym losie w tamtym okresie. Była wojna. Wychodz±c z domu pożegnałem się, jakby¶my widzieli się ostatni raz. Potem cały czas chciałem tylko wydostać się od tych przeklętych Niemców.

Wykorzystano materiały ze strony https://dzieje.pl/aktualnosci/108-letni-weteran-bitwy-nad-bzura-wszyscy-chlopcy-z-mojego-oddzialu-zgineli (Tomasz Więcławski - PAP)

Wykorzystano fotografię  "Tabory Wojska Polskiego rozbite w okolicach Kutna we wrzesniu 1939 roku"   ze zbiorów Miejskiej i powiatowej Biblioteki Publicznej w Kutnie im. Stefana Żeromskiego

Bożena Gajewska

· redakcja dnia wrzesień 09 2019 21:58:38 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 62 czytań · Drukuj

róże z różanego ogródka przy Dworku Modrzewiowym warte s± obejrzenia

Images: 69831664_2597410000342703_7754853049687867392_n.jpg

Musimy się pochwalić naszym małym różanym sukcesem.

Dwie odmiany róż pochodz±cych z naszego ogródka różanego, usytuowanego przy Dworku Modrzewiowego zostały docenione w Amatorskim Konkursie Różanym organizowanym przez Polskie Towarzystwo Różane i Kutnowski Dom Kultury. Jedna z nich zajęła 2. miejsce, a drugiej przyznano wyróżnienie.

Aleksandra Szafrańska-Dolewska

Images: 69956071_2597409913676045_6279034890155458560_n.jpg

· redakcja dnia wrzesień 09 2019 21:57:36 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 61 czytań · Drukuj

pocz±tek wrze¶nia 1939 roku

Ze wspomnień księdza Michała WoĽniaka, proboszcza parafii Kutno (opracowanych przez ks. Ludwika Królika).

Był liczny poranek jesienny, pi±tek 1 wrzenia 1939. Bawił u mnie na wakacjach Ks. Dominik Dziewanowski. Przed dwoma tygodniami był w Gdyni. Po drodze wst±pił do swych sióstr do Bydgoszczy, a potem na parę dni, przed rozpoczęciem roku szkolnego, chciał się zatrzymać u mnie. Spał w salonie. Wtem, w pi±tek przed godzin± 6 rano wpadł do mego pokoju z zapytaniem czy słyszałem jakiewybuchy. Byłem senny, ale słyszałem, bo te wybuchy mnie obudziły. Poczęlimy snuć przypuszczenia, co by to mogło być. Gdy tak rozmawiamy, zabrzęczał telefon. To ze szpitala wzywaj± na gwałt do rannych wszystkich księży. Pobiegłem więc z Ks. Oziębłowskim. Księża prefekci obaj i drugi Ks. Wikary Malinowski wyjechali do wojska na kapelanów. Ranni byli to rzemielnicy i robotnicy, którzy wykańczali koszary w Sklęczkach oraz inni z poci±gu, id±cego do Łodzi. Na koszary i na poci±g rzucono z samolotów bomby, a potem ostrzeliwano jeszcze poci±g z samolotu, karabinem maszynowym. Taki był pocz±tek wojny w Kutnie. Odczulimy to, jako zwykły napad zbójecki, bo wród rannych nie było wcale żołnierzy. Widok był okropny. Ciała porozrywane odłamkami bomb, stanowiły u niektórych osób jedn± miazgę bezkształtnej masy. Udzielalimy rozgrzeszenia ciężej rannym i namaszczalimy na czole, jeli to było można. Mniej rannych zostawialimy na póĽniej. Nie moglimy nad±żyć, bo nowych przywożono. Ranni umierali, a nie było komu wynie¶ć do kostnicy. Kilkadziesi±t osób tego dnia było ofiar. Nazajutrz było już mniej. Ale w niedzielę 3 wrzenia z gór± pięćset osób zmasakrowano. A stało się to dlatego, że Kutno zawalone było uchodĽcami od granicy. Wiele osób zebrało się na dworcu kolejowym, chc±c się dostać kolej± do Warszawy. I w tę masę ludzi samolot rzucił kilka bomb. Zabitych było od razu przeszło dwiecie osób - resztę strasznie pokaleczonych, którzy też zaraz poumierali. Tylko we dwóch z Ks. Oziębłowskim udzielalimy ostatnich Sakramentów. Oczywicie już nie w szpitalu tylko, ale gdzie się dało. Na wozach, na skwerku przed szpitalem. Sutanna powalała się krwi± ludzk±, bo trzeba było wród rannych przyklękać, aby ich opatrzyć. Gdy wróciłem póĽnym wieczorem do domu, wyczerpany do ostatnich granic fizycznie i moralnie, piesek Bobik pocz±ł obw±chiwać sutannę i spogl±dać na mnie, jakby chciał zapytać, co to wszystko znaczy. Nad wieczorem bomby zapaliły zbiorniki spirytusu. Powstał z tego olbrzymi pożar. Widać było w miecie, a nawet w okolicy.

Tego dnia Ks. Marian Pawłowski, tutejszy parafianin, miał prymicje. Smutne to były prymicje. Na sumie mało było ludzi. Nieszporów wcale nie było. Prymicjant po obiedzie pojechał na Florek do rodziców swoich, aby się pożegnać, zabrać rzeczy i udać się wraz z uchodĽcami w stronę Warszawy. Kolej już stanęła, bo było niebezpiecznie jechać, zreszt± mosty już były niepewne.

Tak samo rozmylał mój przyjaciel Ks. Dziewanowski, jakby się dostać do Warszawy. Stanęlimy na szosie przed plebani± i obserwowalimy uchodĽców, którzy w rozmaity sposób uciekali. Wielu było takich, co na ręcznym wózku ci±gnęli sami swoje mienie. Wielu teŜ pytało się o drogę. Przeważnie ci, co jechali samochodami. Wtedy próbowalimy nawi±zać rozmowę, czy by nie mogli zabrać dwóch księży. Trafiło się, że jeden samochód, aczkolwiek bardzo pełny, ale jeszcze jednego księdza mógł zabrać. Pojechał Ks. Dziewanowski. Po dwóch godzinach, już w nocy, udało się i neoprezbiterowi zabrać się na otwarty, ciężarowy samochód. Ogromnie się tym martwiłem, bo noc była chłodna, a Ks. Pawłowski był lekko ubrany. Ale Bogu dzięki dojechał szczę¶liwie. Radio zaraz pierwszego dnia podało przemówienie Prezydenta Mocickiego o rozpoczęciu przez niemcy wojny. Zebrał się też sejm i rozpoczęły się mowy. Nie mieli nic innego do rady, tylko powtarzać jeden poseł po drugim: "nauczył nas marszałek Piłsudski, jak zwyciężać mamy, a więc zwyciężymy". Dopok±d niemcy nie przerwali nam wiatła z Włocławka, codo 7 wrzenia [1939], słuchalimy radia. Ale Boże się pożal takich wieci. Właciwie z placu boju nic nie podawano. Dodawano niby ducha narodowi, ale bardzo blado. A głoszono takie bzdury strategiczno - polityczne, że od razu wiadomo było, jak na frontach idzie. Kutno ma smutn± sławę, bo znów pułkownik z Kutna Umiastowski, wsławił się swoimi mowami przez radio. Taki pan zamiast i¶ć na front, plótł trzy po trzy, jak to ludno¶ć cywilna ma zatrzymywać wroga. Kiedy wojsko nasze, mówił, będzie musiało się cofn±ć, trzeba dzwonić w dzwony, zwołać ludno¶ć miejscow±. Kopać rowy na poprzek szosy czy drogi i nad tymi rowami stawiać barykady. Gdyby nie było materiału pod ręk±, to rozbierać budynki we wsi i z tego robić barykady. Postawić na straży młodych chłopców na rowerach, "żeby, gdy tank niemiecki wpadnie do rowu, chłopcy prędko mogli dać znać naszemu wojsku o tym tanku. Przed rowem kła¶ć brony żelazne do góry zębami". Tę mowę słyszałem na własne uszy, a spikerka po trzykroć potem powtarzała. Podobno w jakiejwsi posłuchano się tej rady, co do położenia bron żelaznych. Niemcom nic się nie stało, ale za to cał± wiezrównano z ziemi±, a ludno¶ć wycięto co do jednego. Pozbawieni gazet, bylimy zdani na fałszywe wieci, jakie podawało radio, a przeważnie na mowy Umiastowskiego, bo codziennie miał codo powiedzenia. A oto znów próbka m±droci stratega: "żołnierze! strzelajcie wolno, bardzo wolno. Ostatni± kulę zostawcie dla siebie, aby się żywym nie oddać". A nasi żołnierze podobno chcieli strzelać prędko i celnie, tylko ich wstrzymywano, Ŝe to jeszcze nie czas. Toteż dziewi±tego dnia Niemcy już stali pod murami Warszawy, a Warszawa płonęła.

Czwartego wrzenia, w poniedziałek, bardzo rano był na plebanii Kardynał Hlond. Jechał do Warszawy samochodem wojewody poznańskiego. Towarzyszył Mu kapelan i dwóch policjantów. Jeden z nich był szoferem. Zjedli niadanie, odpoczęli i ruszyli dalej. Gdy się Prymasa pytałem o sytuację, pocieszał nas, Ŝe do nas niemcy nie dojd±. Sam widział wielkie umocnienia nad Wart± i wielk± liczbę naszych wojsk. Nie wiem, czy to mówił szczerze, czy tylko, aby nas pocieszyć. Mam wrażenie, że się trochę jeszcze łudził, nie wiedz±c o tym, że nasze plany wojenne s± w rękach niemców, którzy też wcale na tę linię obronn± nie poszli. St±d ta póĽniejsza bitwa o Kutno, kiedy już wojska niemieckie były pod Warszaw± (…).

Całe kolumny uchodĽców, bez przerwy d±żyły w stronę Warszawy. Ale rychło zrobił się zator, bo czoło tej kolumny musiało stan±ć w Łowiczu, względnie w Sochaczewie. Najprzykrzej było patrzeć na małe zbiedzone dzieci, które pogubiły swoich rodziców, bo albo zostali zabici, albo się gdziew tym chaosie zabł±kali. Niemniej przykro było odpowiadać na pytania młodych chłopców, którzy z papierami powołania do wojska, dopytywali się, którędy mog± się dostać do punktów werbunkowych. Niestety, nie tylko biur werbunkowych, ale i wojska naszego tu nie widzielimy. Czasem przemaszerował jakioddział, ale to już wygl±dało na ucieczkę i to Ľle zorganizowan±. Wieziono np. pontony. Stanęli przy plebanii i debatowali, czy dalej jechać. Przecież tu takiej rzeki nie ma, aby ten sprzęt był potrzebny. Wreszcie pojechali i stanęli na dłużej w Kaszewach. Pokazało się, że już byli okr±żeni. Potem szła nasza artyleria w odwrocie, a kawaleria ochraniała tyły. Smutny to był widok. Tym więcej smutniejszy, że już wiedzielimy, iż nie na ratunek Warszawy szli, lecz na własn± zgubę pod Sochaczewem. Mówiono bowiem wyraĽnie, że s± okr±żeni i do Warszawy już nie

dojd±. 6 wrzenia była krwawa roda. Bombowce cały dzień zabijały ludzi cywilnych, bo wojska nie było. Paliły domy w Gnojnie, Zakład XX. Salezjanów, gdzie był skład amunicji zbombardowano i spalono pięć budynków. Stało się to wskutek nieroztropnoci naszych władz wojskowych. Bo kto składa amunicję w tak znacznym miejscu? Przy tym pełno szpiegów. Amunicję wożono kolej±, bo jest do Gnojna żeberko kolejowe. W ten sposób stracono wszystk± amunicję, jaka była przeznaczona na tę okolicę i narażono na zniszczenie budynków.

Szczę¶liwym trafem ocalał pałac (niedokończony jeszcze), gdzie mieszka do dziKs. Dyrektor i gdzie jest kaplica, stodoła murowana, dwie obory murowane, gdzie miały być warsztaty po przeróbce i kuĽnia, zostały doszczętnie spalone. Nawet mury rozrzucone przez wybuchy bomb, jakie tam były złożone. Straty, około 30.000 zł. Instytucja handlowa "Wspólna Praca", olbrzymie składy desek, papy, smoły i innych towarów, paliły się przez parę dni. Chodziło o bombardowanie kolei i mostu kolejowego, a naprawdę trafiono gdzie indziej. Most został nienaruszony, a spalono budynek w Ł±koszynie za kociołem. A bywało, że bombowcom nikt nie przeszkadzał. Ani nie strzelano do nich, ani naszych pocigowców nie było. Bylimy zdani na łaskę i niełaskę. I oto uczucie opuszczenia i bezsilnoci, było niezmiernie przykre. Jednego dnia około 2 po południu wezwano do szpitala, do rannych. Trzeba było i¶ć, choć bombowce kr±żyły. Na ogół nie opuszczałem w takich razach plebanii, choć inni uciekali. Bo w razie zapalenia domu, lepiej być na miejscu, aby cowyratować. Szczególnie, gdy się ma matkę przykut± chorob± do łoża w wieku lat 90. Ale teraz trzeba było i¶ć. Jeszcze wszystkich nie wyspowiadalimy, aż tu nalot jakby na szpital, bo szyby z okien się posypały. Bomby upadły do ogrodu szpitalnego Kto mógł się ruszyć, uciekał w stronę kaplicy, gdzie jest wewnętrzny korytarz. Gdyby tam bomba trafiła byłaby straszna masakra, bo bardzo wiele ludzi się tam zebrało. Byłem niespokojny o dom, więc ledwie cokolwiek się uspokoiło, wyszedłem ku domowi. Aż tu w przejciu uderzyła bomba w fabrykę "Kraj". Robotnicy pożar ugasili. Druga pal±ca, do ogrodu plebańskiego. Poszedłem do pokoju Matki. Dobrze, że nie stałem w oknie, lecz usiadłem, ale naprzeciw okna. Bomba upadła blisko plebanii. Odłamki bomby wpadły do pokoju nad moj± głow± i poharatały cianę. W pokoju zrobiło się ciemno od dymu, wapna i kurzu. Szczę¶liwie, Ŝe nikt z ludzi nie został raniony, bo ułamki bomby poszły [do] góry. Druga bomba wbiła szyby w stołowym pokoju i w pokoju Ks. Wikarego. Wtedy w ogrodzie plebańskim upadło pięć bomb, w tym jedna zapalaj±ca. Zaraz za szos±, przy buduj±cym się Domu Katolickim upadło 4 bomby, w tym jedna zapalaj±ca. Na rynku przy kociele trzy. Szyby w kociele wypadły. W plebanii niemal wszystkie szyby od strony ogrodu i czę¶ć dachu zniszczone. żadnego wojska wtedy w całym Kutnie nie było. Ulice były puste. A jednak usiłowano kociół zbombardować, a może szpital, choć powiewała flaga czerwonego Krzyża.

Pewnego dnia rano, kiedy odprawiałem Mszę ¶w., zaczęły bomby spadać blisko kocioła. Zrobił się w kociele straszny popłoch, bo zdawało się, że lada chwila kociół się zawali. Od tego dnia przyspieszylimy o godzinę odprawianie nabożeństwa. Dlatego starałem się zawsze być w pobliżu kocioła i często w czasie nalotów patrzyłem na kociół, czy się nie pali, aby w porę uratować Najwiętszy Sakrament i co z aparatów kocielnych. Nie wyniosłem nic przedtem, bo wszędzie było niebezpiecznie (…).

 

· redakcja dnia wrzesień 04 2019 22:55:43 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 87 czytań · Drukuj

Copyright © 2009 - 2010 by Adam Brzęcki & Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej.

stat4u Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!