wspomnienia z przedwojennego Kutna
Dodane przez redakcja dnia Kwiecień 23 2019 22:46:34

 


Zdzisław Macher w artykule Moja droga do szkoły, czyli wspomnienia i obrazki z Kutna sprzed osiemdziesięciu lat” zamieszczonym w “Kutnowskich Zeszytach Regionalnych” (t. XV, TPZK, Kutno 2011, s. 207-222) tak opisuje przedwojenne Kutno (przytaczamy fragment):


Idąc do szkoły szedłem zazwyczaj ulicą Królewską. Ulica ta, wraz z równoległymi: Senatorską (dziś Barlickiego), Zamenhofa i Podrzeczną, była zamieszkana głównie przez ludność żydowską. Chodniki zapełniały egzotyczne postacie. Przeważali mężczyźni brodaci, z pejsami, w długich czarnych płaszczach i okrągłych czapkach z małym daszkiem. Na progach domów wysiadywały stare Żydówki, które miały na głowach peruki. Prawie wszystkie sklepy na ulicy Królewskiej były żydowskie.


Wyróżniała się drogeria pana Lewina, pachnąca z daleka dobrym mydłem  i perfumami. Pan Lewin, nieortodoksyjny i postępowy Żyd, został przez hitlerowców zastrzelony w roku 1941, a jego dwudziestoletnia córka, nadzwyczaj piękna dziewczyna, zginęła w getcie.


Na rogu Królewskiej i małej uliczki, która nie miała nazwy (dziś ulica Pereca), miał aptekę „Pod orłem” magister Starnawski.


Jedyny sklep, jak się wówczas mówiło „chrześcijański” pana Kamińskiego, znajdował się w połowie ulicy Królewskiej. Kupowało się w nim doskonałe wędliny, najczęściej tak zwane „rozmaitości”, czyli po kilka plasterków różnorakich kiełbas.


Kilka domów dalej, nad okazałymi drzwiami widniał szyld „Kupiec zbożowy Falc”. Syn pana Falca, bardzo postępowego Żyda, był moim, o rok starszym kolegą szkolnym. Samuel, zwany przez nas Samkiem, już jako uczeń gimnazjum latał szybowcem, a na początku wojny przedostał się do Wielkiej Brytanii i został pilotem jednego z polskich dywizjonów bombowych. Wiele razy brał udział w nalotach na III Rzeszę, a w roku 1944, w czasie Powstania Warszawskiego, dwukrotnie, jako drugi pilot Lancastera, był nad Warszawą ze zrzutami broni i amunicji. W czasie drugiego nalotu, jeden z silników samolotu został uszkodzony przez artylerie przeciwlotniczą. W drodze powrotnej z trudem przelecieli nad Karpatami. Nad Balatonem atak myśliwca spowodował uszkodzenie drugiego silnika. Załoga bombowca musiała nad Chorwacją opuścić samolot skacząc na spadochronach.


W Wielkiej Brytanii koledzy lotnicy doradzili Samkowi, aby zmienił imię Samuel na Stefan, dzięki temu ocalał. Wydany przez chorwackich „ustaszów” trafił do niewoli niemieckiej jako polski pilot służący w RAF, gdzie szczęśliwie doczekał końca wojny.


Po wojnie Samek zamieszkał w Izraelu. Zmienił nazwisko na Laron, mieszkał w Tel Awiwie i służył w izraelskim lotnictwie wojskowym, biorąc udział w wojnach z Arabami. Przed dziesięciu laty był w Polsce. Za pomoc warszawskim powstańcom, został odznaczony Warszawskim Krzyżem Powstańczym.


Zmarł przed kilkoma laty. Wspominam go obszerniej, aby nie zaginęła pamięć  o Żydach, którzy byli patriotami oraz dobrymi i lojalnymi obywatelami swojej ojczyzny – Polski.


Ulica Królewska, jak i obecnie, dochodziła do kościoła pod wezwaniem świętego Wawrzyńca. Plac przed kościołem, czyli Stary Rynek (obecnie Plac Wolności), łagodnym stokiem zniżał się ku ulicy Zamenhofa. Nad placem górował kościół wybudowany w końcu XIX wieku, dzieło znanego architekta, który projektował także kościół Najświętszej Marii Panny w Łodzi przy ulicy Zgierskiej.


Oczywiście, jak wszystkie ulice w Kutnie, Stary Rynek wybrukowany był „kocimi łbami”. Na tym placu, w święta narodowe zbierały się do defilady oddziały wojskowe oraz członkowie różnych organizacji.


Ulica Kościuszki, od kościoła do ulicy Senatorskiej była zabudowana. Po prawej stronie ulicy, sklep „kolonialny” miał pan Ernest. Jego syn Jurek, a mój szkolny kolega, po wojnie skończył studia medyczne i został znanym laryngologiem. W tym samym ciągu domów, przed ulicą Oporowską miała siedzibę powszechna szkoła żydowska z wykładowym językiem jidysz. Dalej rozciągały się ogrody i pola.


W połowie długości ulicy Kościuszki stał zabytkowy dwór państwa Szymańskich, którzy później zmienili nazwisko na Szomańscy, a naprzeciwko, w latach dwudziestych XX w. wybudowano duży dom mieszkalny, stojący do dziś, dla oficerów 37 pułku piechoty i ich rodzin.


Kilkadziesiąt metrów dalej już była moja szkoła – Gimnazjum i Liceum imienia generała Henryka Dąbrowskiego. Wyróżniała się ona wówczas wysokim poziomem nauczania. W rankingach państwowych szkół średnich zajmowała w Polsce poczesne miejsce. Wielu jej wychowanków zrobiło karierę w dziedzinie nauki i polityki w kraju, jak i poza granicami Polski, zajmując często wysokie i odpowiedzialne stanowiska.


Zapraszamy do lektury całego artykułu!

 

Bożena Gajewska



Treść rozszerzona