Jan Nowak Jeziorański z tajną misją w Kutnie
Dodane przez redakcja dnia Kwiecień 24 2019 20:24:48

W związku z ogólnospołeczną dyskusją w Kutnie na temat Jana Nowaka Jeziorańskiego poniżej prezentujemy fragment artykułu Urszuli Weber-Król (Stowarzyszenie „Blisko dziecka” Żychlin) i Henryka Lesiaka (TPZK Kutno) pt. „Jan Nowak Jeziorański z tajną misją w Kutnie”. Artykuł ukazał się w 2016 roku w XX tomie Kutnowskich Zeszytów Regionalnych.

Zachęcamy do sięgnięcia po rocznik i przeczytania całego artykułu…

W życiorysie i losach Jana Nowaka, opisanych w książce „Kurier z Warszawy”, znajdujemy wspomnienia łączące się z miastem Kutno, który był najsłynniejszym kurierem Akcji „N”. Akcja ta polegała na fabrykowaniu przez polskie podziemie, fałszywych niemieckich pism i ulotek. Celem było obniżanie morale żołnierzy niemieckich. Druki miały za zadanie siać wśród hitlerowskich szeregów zwątpienie, bunt, niewiarę w potęgę Niemiec. Rzesza i front wschodni stanowiły dla „Akcji N” najważniejsze cele: działanie psychologiczne na armię i ludność niemiecką. Zaznaczyć trzeba, że człowiekiem, który pierwszy wpadł na pomysł uruchomienia propagandy antyniemieckiej był generał Stefan Rowecki.

Z tą akcją wiąże się tajna misja Jana Jeziorańskiego w Kutnie. W początkach czerwca 1942 roku podjął się zadania zorganizowania regularnego przerzutu bibuły „N” na ziemie przyłączone do Rzeszy i zbudowania tam sieci kolportażu. Pod fałszywą tożsamością przyjaciela z czasów dzieciństwa Jana Kwiatkowskiego, po raz pierwszy jako kurier udał się do Kutna. Przebrany w mundur kolejarza Ostbahnu, zaopatrzony w legitymację pracownika warsztatów kolejowych na Bródnie wyruszył z Warszawy.

„…Żbik” wsadził mnie do pociągu jadącego do Kutna, pierwszej stacji po drugiej stronie granicy Generalnej Guberni. Miałem tam zatrzymać się na noc u córki miejscowego kolejarza, Reginy Celmer i wyruszyć do Poznania następnego dnia. Kutno, jako stacja graniczna, miała dla nas na przyszłość szczególne znaczenie. Chodziło o założenie u Celmerówny punktu zaczepienia i meliny…”.

Pociąg był przepełniony szmuglerami żywności. Panował niesamowity ścisk i zaduch, mimo otwartych okien. W Jackowicach wszyscy pasażerowie z walizami i plecakami wysiedli. Jan pozostał jedynym pasażerem pociągu.

„…Za kilkanaście minut sam jeden stanę po raz pierwszy w obliczu niemieckich Grenzschutzów z fałszywymi dokumentami w ręku i torbą, na której dnie schowany był najbardziej kompromitujący materiał – bibuła „enowa”. (…) Zapadał już zmierzch. Jechałem w pierwszym wagonie za lokomotywą i nagle wydało mi się, że spod kół wyskakują i staczają się z nasypu jakieś duże, nieforemne bryły. (…). To maszynista albo jego pomocnik zrzucali z węglarki bryły węgla, a ktoś je tam później zbierał. Cóż, każdy musi żyć, strawę przyrządzić i chałupę w zimie ogrzać, a Niemcy dają polskiej ludności bardzo mały przydział opału…”.

Pierwsze chwile w Kutnie były mocno denerwujące.

„…Było już ciemno, gdy pociąg zatrzymał się na stacji. Wysiadłem sam jeden. Na drugim końcu peronu był drewniany barak i wyjście oświetlone mocnym reflektorem. Stał przy nim rozkraczony gestapowiec, obok niego podoficer Grenzschutzu. Rozkazującym ruchem ręki przywołał mnie do siebie. Moje kroki rozlegały się głośno na pustym peronie. Wtórowały im mocne uderzenia serca.(…) Gestapowiec obejrzał w milczeniu legitymację, później przepustkę i Urlaubschein. Jednym rzutem oka porównał mnie z fotografią, bez słowa oddał dokumenty i tym samym rozkazującym ruchem kazał iść dalej…”.

Fałszywy Jan Kwiatkowski skierował się do domu rodziny Celmerów. Mieszkali bardzo blisko dworca kolejowego, przy ulicy Kochanowskiego 12.

Relacja Jana z pobytu u Celmerów uświadamia zagrożenia jakie niosła konspiracja w Rzeszy: „…Stary był na służbie. Po wymianie haseł z dziewczyną od razu poczuliśmy się tak, jakbyśmy znali się od lat. Już po pierwszych słowach zrozumiałem, że po przekroczeniu granicy Reichu znalazłem się na innej planecie. Tam w Warszawie i w Generalnej Guberni gubiliśmy się w tłumie, żyliśmy we własnym świecie, do którego okupant nie miał dostępu. Tu każdy stykał się z nim na co dzień i żył w stanie bezpośredniego zagrożenia. Już w tym domku kolejarza wyczuwało się atmosferę terroru. Celmerównie usta się nie zamykały. Opowiadała o wysiedleniach, aresztowaniach i egzekucjach. W małym mieście, gdzie wszyscy znali się od dziecka, dotykały one ludzi daleko bardziej bezpośrednio niż nas tam, w Warszawie. Ot, na przykład, kilka dni temu przyłapano dwóch młodych kolejarzy na kradzieży żywności z pociągu towarowego. Wymawiała ich imiona zdrobniale, pewno chodziła z nimi do szkoły albo na zarobek.

Cóż, że kradli – mówiła – każdy musi żyć. A tu zaraz szkopy wywiesili plakaty, że w środę będą ich wieszać. Wyleciałam na ulicę. Widziałam, jak ich wieźli, ręce mieli związane do tyłu. Tak się patrzyli, jakby już nie widzieli, co się dookoła dzieje. Pobiegłam na plac, już było po nich, już wisieli.

Na wysłuchiwaniu tych ponurych opowiadań zeszło pół nocy. Rano zostawiłem Reginie drobiazgowe instrukcje na przyszłość, umówiłem hasła i ruszyłem do Poznania…”.

W żadnym z historycznych lokalnych źródeł tego spotkania nie zanotowano. Nie ma ich nazwiska we wspomnieniach wojennych kutnowskich kolejarzy.

Losy Celmerów i garść informacji o Reginie Celmer poznajemy dzięki wzmiance w „Powiatowym Życiu Kutna". Rodzice Reginy, Stanisław Celmer i jego żona Michalina z Zarów, przybyli do Kutna z Łodzi - w 1918 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość. W tym czasie węzeł kolejowy w Kutnie był intensywnie rozbudowywany i chętnie zatrudniano ludzi z doświadczeniem w pracy na kolei. Stanisław  Celmer (1887-1969) został kutnowskim kolejarzem, pracował w nastawni. Dwadzieścia lat później, w okresie okupacji niemieckiej, wykazał się niezwykłym bohaterstwem. Z narażeniem życia niósł pomoc polskiemu podziemiu w przekraczaniu granicy między Generalną Gubernią a Rzeszą. W działania konspiracyjne zaangażowała się również jego córka.

Gdy Regina Celmer poznała Jana Jeziorańskiego była młodą, dwudziestoletnią dziewczyną, która działała w konspiracji. Zamieszkanie blisko dworca sprzyjało tajnym kontaktom. Ponoć wszelkie tajemne dokumenty trzymano w specjalnym schowku kaflowym, okrytym blachą, niedaleko przy kominie. Dziś wiemy o tym dzięki panu Andrzejowi Olewnikowi, który podzielił się fragmentem relacji pana Jerzego Szurzeca z września 1991 roku:

„... Niedaleko dworca mieszkał Celmer, kolejarz. W wojnę pomagał komu mógł, chociaż sami nie mieli lekko. Byłem raz po wojnie w jego starym mieszkaniu.(...) O, grali Niemcom na nosie!  W tym domu mieli starą skrytkę w ścianie przy piecu. Taka nieduża. (...) Niby tajna a wszyscy tam o niej wiedzieli. Otwierało się ją przesuwając zapadkę pomiędzy kaflami w podstawie pieca. Nikt by nie znalazł...”.

Już po wojnie, przeprowadziła się na ulicę Zamenhofa 2. Kilka lat przed śmiercią kutnowskiej konspiratorki, tuż po wydaniu w Polsce książki „Kurier z Warszawy”, jednemu z dziennikarzy „Powiatowego Życia Kutna” udało się z nią skontaktować.

„…Niestety, w potoku podobnych epizodów, ten zatarł się jej w pamięci. Zresztą jak dodała, nikt wtedy się nie przedstawiał swoim imieniem i nazwiskiem…”.

Regina Kuleczka z domu Celmer zmarła w 1997 roku w Kutnie. Pochowana jest w grobie rodzinnym Celmerów wraz z rodzicami i mężem Janem.

Bożena Gajewska


Treść rozszerzona