jak budowałem kapliczkę w Kutnie przy ul. Łęczyckiej
Dodane przez redakcja dnia Wrzesień 30 2019 22:44:54

Poniżej przedstawiamy fragment wspomnień ś.p. ks. Jana Sposoba zawartych w artykule pt. „Wszystko co w życiu robiłem, było z miłości do Boga i Ojczyzny” – wspomnienia księdza Jana Sposoba (wspomnień ś.p. księdza Jana Sposoba, w okresie od wiosny do jesieni 2013 roku, wysłuchała i opracowała Bożena Gajewska, TPZK). Artykuł ukazał się w XVII tomie Kutnowskich Zeszytów Regionalnych.

KAPLICZKA PRZY UL LECZYCKIEJ.jpg ROWER NA CHODZIE  2.jpg

Jak budowałem kapliczkę w Kutnie przy ulicy Łęczyckiej.

Któregoś dnia, jak zawsze, wracając na rowerze ze szpitala, gdzie posługiwałem chorym, jako kapelan szpitalny w Kutnie, zaszedłem do malutkiej kapliczki przy ul. Łęczyckiej. Rower postawiłem pod drzewem i patrzyłem na kapliczkę. Naprawdę była malutka – 3 metry na 3 metry, z dużym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej wiszącym nad ołtarzem. Pani Maria Krauze z rodziny Andrysiewiczów, która się opiekowała kapliczką, powiedziała mi: widzi ksiądz, jakie tu warunki do odprawiania mszy. W kapliczce ledwo mieści się ksiądz i ministrant. Wierni zawsze stoją na dworze, pod chmurką. Tu trzeba coś dobudować do tej kapliczki. Ja jej tłumaczę, że ja zajmuję się tylko chorymi w szpitalu. I gdy to powiedziałem, zdało mi się, że Matka Boska Częstochowska z obrazu patrzy na mnie i mówi: tyleś kościołów nabudował, a tu nie wykonasz tej pracy. I co miałem powiedzieć, że nie zrobię? I rzekłem tylko po wojskowemu: tak jest! Przyszedłem z tą sprawą do proboszcza, mówiąc, że Matka Boska mnie tu z taką misją, by dobudować kapliczkę przy ul. Łęczyckiej. Trudno jest tam się modlić od późnej jesieni do wczesnej wiosny na dworze. A proboszcz rzekł, że nie ma ani pieniędzy, ani czasu. Był wizytatorem salek katechetycznych w całej diecezji, dużo jeździł i nie miał wolnej chwili. Zapytałem więc, czy udzieli mi błogosławieństwa na realizację mojego zamierzenia. Udzielił. Ja czas znalazłem, a o pieniądze się nie martwiłem, bo zawsze miałem bogatego sponsora, a był nim św. Józef.

O miejsce, na którym zbudowana była kapliczka od lat trwał spór. Był prowadzony protest wiernych, że jest to miejsce kultu religijnego od 1963 roku. Miejsce to było ogrodzone już w 1929 roku. Chodziłem do różnych urzędów, próbując dojść prawdy. Przez kilka miesięcy nic nie udało mi się dowiedzieć. Udałem do Sądu do Wydziału Ksiąg Wieczystych, by wyjaśnić sprawę. Tam mi powiedziano, że kolejka na rozpatrzenie sprawy jest długa, może to potrwać kilka lat. Skomentowałem zaistniałą sytuację, że za kilka lat to już umrę…

W Urzędzie Gminy w Kutnie pracowała pani Teresa Rzetelska, z którą się znałem, gdyż pomagała Salezjanom rozprowadzać dary. Jak tylko przyjeżdżał transport pani Rzetelska uruchamiała osoby ze szkół, przyjeżdżały samochody dostawcze i rozwoziły rzeczy po terenie gminy. Poszedłem do niej poradzić się, bo już nie wiedziałem, co zrobić. Poradziła mi, bym pojechał do urzędu wojewódzkiego w Płocku, do biura zajmującego się sprawami kościelnymi. Napisała mi podanie, zamieszczając wszystkie potrzebne informacje, powołując się na odpowiednie przepisy prawa. Zawiozłem podanie do urzędu w Płocku. Była tam taka młoda pani, przeczytała to pismo dokładnie kilka razy i powiedziała mi, żebym przyjechał za dwa tygodnie, to dostanę dekret prawa własności i na tę działkę i na kapliczkę. Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak ja się czułem. Ścisnęło mnie coś za gardło, że słowa nie mogłem wypowiedzieć. Wreszcie uspokoiłem się i powiedziałem do urzędniczki: pani kochana, to ja chodziłem pół roku po różnych instytucjach, a tu kilka minut i taka radosna wiadomość! A ona na to: bo ja należę do grupy modlitewnej w Czerwińsku. I już wiedziałem, to Matka Boska Czerwińska tutaj działa, choć to trochę daleko. Przecież sprawa ta była przez kilka lat w sądach, nie potrafiono jej rozwikłać.

Po dwu tygodniach dostałem tak długo oczekiwany dokument, z którym udałem się do architekta miejskiego w Kutnie. Ten mi mówi, że kapliczka jest zabytkowa i trzeba mieć zgodę wojewódzkiego konserwatora zabytków. Plany sam wyrysowałem, gdy zobaczyli je pracownicy z wydziału ochrony zabytków stwierdzili, że dokumentacja jest dobra, tylko niech ją przerysuje jakiś inżynier i podstempluje. Udałem się do znajomej - pani mgr inż. Teresy Marciniak, która mieszkała niedaleko od kapliczki. Poprosiłem, by wykonała odpowiedni projekt. Zrobiła to. Nie upłynęło wiele czasu i pobudowaliśmy nową kaplicę, która służy mieszkańcom Kutna. Mam przyjaciela - Tadeusza, zdobnika wnętrz, cudownego człowieka. Poprosiłem go, by przyjechał i wspomógł mnie radą przy wykończaniu wnętrz. Gdy przyjechał, poszliśmy do kaplicy, opowiedziałem mu, co jeszcze chciałbym w środku wykonać. A on mi na to: wszystko już jest zrobione.

Teraz cieszą się okoliczni mieszkańcy z rozbudowanej kapliczki, z której korzystają na co dzień. Podczas uroczystości patriotycznych w parku Wiosny Ludów tutaj odprawiana jest Msza św. W tej dobudowanej kaplicy spotykam się z kombatantami – żołnierzami Armii Krajowej.


Fotografie z kolekcji ks. Jana Sposoba w archiwum TPZK.

Kapliczka Powstańcza Matki Boskiej Częstochowskiej została wybudowana na miejscu pochówku powstańców biorących udział w Powstaniu Styczniowym 1863 roku. W tamtych czasie w tym miejscu był las, w którym rozegrała się bitwa pomiędzy znacznymi siłami wojsk rosyjskich a powstańcami. Poległo wtedy wielu powstańców, z których kilku zostało pochowanych na miejscu, w lesie, gdyż nie wolno było urządzać uroczystych pogrzebów. Po upadku powstania były represje i aresztowania. Gdy wszystko ucichło, powstańcy, którzy ocaleli postanowili wybudować poległym kolegom na miejscu ich wiecznego spoczynku pamiątkową kapliczkę. Budową zajął się Stanisław Zawadzki rotmistrz łęczyckiego oddziału powstańczego. Rodzina Andrysiewiczów doglądała budowy. Wojciech Andrysiewicz przywiózł z Częstochowy duży obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Można go oglądać w kapliczce. Rodzina Andrysiewiczów opiekowała się kapliczką przeszło 100 lat. W roku 1918 Polska odzyskała wolność. Wycięto las. Pan Zawadzki, właściciel gruntów sprzedając ziemię, wydzielił wokół kapliczki mały placyk. W czasie II wojny światowej w 1944 roku Niemcy zburzyli kapliczkę, mieszkańcy schowali obraz. W 1946 roku Henryk Andrysiewicz wraz z rodziną na dawnych fundamentach odbudował kapliczkę. Zawieszono obraz i ogrodzono placyk (informacja o tej treści znajduje się w kapliczce). Szczątki powstańców do dziś spoczywają w ziemi, ale śladów mogił już nie ma. Na kapliczce figurują dwa napisy: Roch Teresiński - jeden z poległych, krakus z oddziału atakującego Rosjan; Feliks Woźniak - kolejny powstaniec, krakus poległy podczas potyczki z Rosjanami. W roku 1988 nastąpiła zmiana granic parafii w Kutnie. Do parafii św. Michała Archanioła przyłączono cały rejon ulicy Łęczyckiej. W latach 1994-1996 z inicjatywy i pod nadzorem księdza Jana Sposoba została wybudowana kaplica przylegająca do istniejącej kapliczki. Powstańczą Kapliczką przy ul. Łęczyckiej w Kutnie i dobudowaną kaplicą opiekuje się kustosz, salezjanin ks. Jan Sposób.

Treść rozszerzona